czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 34

-Martynko? Mogę?- do pokoju zajrzała Olimpia.
-A co się stało?
-Nic, co się miało stać? To mogę wejść?- uśmiechnęła się do mnie.
-A co chcesz?
-Pogadać?- zamknęła drzwi i usiadła na łóżku.
-Jak musisz..- westchnęłam i usiadłam.
-No to mi powiedz co się stało.- położyłam głowę na jej kolanach.
-Ale nic się nie stało. Wszystko ok.- uśmiechnęłam się.
-I dlatego siedzisz cały dzień sama w pokoju? Olga wszystko mi powiedziała.- zaśmiała się i pogładziła mnie po włosach.
-O, miziaj mnie tak...- mruknęłam. Lubię gdy ktoś bawi się moimi włosami.
-Ok. Ale musisz mi powiedzieć co się stało.
-No dobra...- opowiedziałam jej co się działo na balu i o tym jak Janek zostawił mnie samą. Wspomniałam nawet o konflikcie chłopaków ale nie zagłębiałam się w szczegóły.
-Jaś ci się podoba?- zapytała po chwili namysłu.
-Co? Nieee! Daj spokój.- skrzywiłam się żartobliwie, zaczęłyśmy się śmiać.
-Czemu wy wszyscy tak myślicie?- dodałam.
-Bo zwykle tak jest, że z przyjaciół robi się coś więcej... Ale nie przejmuj się nim, to chłopak. Zapewne nie wie kiedy robi coś źle i jest bardzo zdziwiony kiedy jest ci przykro.
-Ale jak można tego nie widzieć!- zirytowałam się.
-Powtarzam jeszcze raz. To jest chłopak, oni myślą inaczej. Tak jak my nigdy nie wiemy czego chcemy, tak oni nigdy nie wiedzą o co nam chodzi. Błędne koło!- machnęła zrezygnowana ręką, znów zaczęłyśmy się śmiać. Uwielbiam to, że zawsze poprawia mi humor. Siedziałyśmy u mnie w pokoju i rechotałyśmy, łaskotała mnie i nabijała się z facetów. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Tata!- ucieszyłam się. Ostatnio wracał późno bo dużo siedział w swojej firmie, chciał sfinalizować projekt jeszcze przed zbliżającymi się Świętami. Zeszłyśmy szybko na dół i przywitałyśmy zmęczoną głowę rodziny.
-Chodźcie zjemy kolację.- biedny, głodny tata od razu poszedł do kuchni, zaczęłyśmy się z niego śmiać.
-No co! Głodny jestem!- odkrzyknął.
-A ja podziękuję- uśmiechnęłam się.
-Nie jesteś głodna?- zapytała zdziwiona Olimpia.
-Nie jestem- skłamałam. Byłam strasznie głodna ale mimo to znów się uśmiechnęłam.
-Jak chcesz. Ale jak zmienisz zdanie to przyjdź.- rozczochrała moje włosy i poszła do kuchni. Poszłam do siebie. Po chwili do pokoju dotarł zapach jedzenia, aż rozbolała mnie głowa. Zamknęłam drzwi. Boże jaka jestem głodna... Przecież od rana wypiłam tylko sok.. Dlaczego nie mogę być tak idealna jak Ola? Dręczona takimi myślami zasnęłam.
  W nocy obudził mnie głód. To dziwne ale leżałam odkryta i śnił mi się koszmar: byłam w tłumie ludzi, wszyscy się ze mnie śmiali. Skuliłam się i błagałam by przestali, zaczęłam płakać. Próbowałam uciekać ale wszyscy poszli za mną. Biegłam i wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać, wiec pędziłam dalej i nagle wpadłam w przerażającą pustkę. Wtedy się obudziłam. Zmęczona złym snem poszłam do kuchni, moje wnętrzności desperacko domagały się jakiegoś wypełniacza. Wypiłam szklankę wody, nie za dużo by nie rozepchać sobie żołądka. Gdy uspokoiłam swój brzuch znów poszłam spać.
  Następnego dnia gdy szłam do szkoły i oddawałam chudemu pieskowi moje śniadanie zatrzymał sie obok mnie samochód.
-Hej Martyna! Co robisz?- powitała mnie Emi wychylając się przez okno.
-Karmię pieska.- odparłam wesoło.
-Przecież będziesz głodna! I w dodatku zaraz się spóźnisz. Wsiadaj, podwieziemy cię!- otworzyła mi drzwi auta.
-Dzięki! Dzień dobry.- uśmiechnęłam się do jej taty, odpowiedział mi tym samym.
-Co ty taka zmarnowana?- zabrała włosy z mojej twarzy.
-Zgadnij.
-Co za palant!- zirytowała się. Gdy weszłyśmy do szkoły nawet nie przywitałyśmy się z Jankiem. "Biedaczek" nie wiedział o co chodzi i ciągle siedział z idealną Olą. Na ostatniej lekcji chodziliśmy do odpowiedzi...
-No to kto przedstawi nam swoją wiedzę przed tablicą?- zastygliśmy w całkowitym bezruchu i ciszy, niektóre osoby powoli kartkowały zeszyty.
-To może Ola?- zaskrzeczała Nuta, nauczycielka od muzyki. Po klasie rozeszło się westchnienie ulgi i jedno tłumione jękniecie.
-Dobrze, stań tu i daj zeszyt.- zakomenderowała nauczycielka.
-Powiedz mi... co komponował Chopin?
-Yyyy... No te... koncerty...- dukała.
-Jakie koncerty?
-No te, muzyczne...- przygryzła wargę, klasa spojrzała po sobie rozbawiona.
-To były koncerty fortepianowe dziecko. Może coś jeszcze?- była rozdrażniona niewiedzą dziewczyny.
-Nie wiem.
-Dobrze... To może tak: kto był znany z komponowania wielu mazurków? Było ich dokładnie pięćdziesiąt osiem.
-Yyy... Sienkiewicz?- klasa gruchnęła śmiechem.
-To znaczy ten! Yyy.. Mickiewicz! Przejęzyczyłam sie!- próbowała sie ratować, coś jej nie wyszło. Płakaliśmy ze śmiechu.
-To był Chopin. Dziecko siadaj, to jest jakaś porażka.- wręczyła jej zeszyt, Olka czerwona usiadła do ławki. Po lekcji kilku uczniów trochę ją papugowało i śmiało się z niej ale ona tylko ich skrzyczała. Po szkole siedziałam z Emi na przystanku.
-Chcesz?- wyciągnęła z plecaka maślankę.
-Nie, dzięki.
-Czemu nic nie jesz?- zapytała gryząc bułeczkę.
-Przecież jem!
-Nie jesz.
-Bo nie mam coś apetytu...- skłamałam. Mogłabym zjeść cokolwiek.
-Nie jesz przez Jaśka! Stresujesz się tym i dlatego nie jesteś głodna! Aż tak się tym przejmujesz?- przytuliła mnie.
-Niee, luzik.- uśmiechnęłam się do niej.
-Ile ty w ogóle ważysz chudzino? Masz nogi takie jak moje ręce! No dobra, przesadzam. Ale nie dużo.
-Wcale nie jestem taka chuda, mam gruby brzuch. Ważę coś koło czterdziestu kilo. Ale nikomu nie mów!- złapałam ją za dłoń, jak komuś powie to umrę.
-Coo ty masz? Gruby brzuch? Chyba nie w tym życiu! Kobieto! Jakie czterdzieści kilo! Jedz więcej to nie zdrowe! Jak jesteś taka chuda, w tym sensie.- w tym momencie nadjechał autobus.
-To ja lecę Dzięki za dotrzymanie towarzystwa.
-Ok, papa!- przytuliłyśmy się i Emi szybko wskoczyła do autobusu.
  Gdy wróciłam do domu pobawiłam się trochę z Korkiem i wyczesałam jego śliczna sierść. Gdy szłam do pokoju strasznie zakręciło mi się w głowie ale to zignorowałam. Zobaczyłam na komodzie nowe lusterko, schowałam je do szafy ze łzami w oczach. Czemu nie jestem taka śliczna jak Ola?



♥♥♥
Jest rozdział 34! Mam nadzieję, że się Wam podobał :)
Muszę szybko kończyć, wiec zapraszam Was na aska:Supi ask, bądź z nami! :D
Oraz do komentowania posta :D

Cieplutko pozdrawiam, 
Miśka

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 33

"-Przepraszam, nie płacz. Pogadajmy.
-Nie mamy o czym gadać! Zostawiłeś mnie, uderzyłeś Eskacza i wyzwałeś Emilkę. Tych dwóch ostatnich nie jestem w stanie ci wybaczyć. Nie mogłeś tego zrobić, po prostu nie mogłeś.
-Poniosło mnie i...
-Poniosło cię!? Wyjdź stąd!- wypchnęłam go za drzwi i zamknęłam je na leżący nieopodal kluczyk.
-Wpuść mnie, proszę!- krzyknął.
-Nie!
-To będę tu siedział aż nie otworzysz."


-No to siedź, powodzenia.- zgasiłam światło w kuchni i na korytarzu. Po namyśle zostawiłam je przed drzwiami żeby biedy Janek nie bał się ciemności i poszłam na górę. Ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka z zamiarem pójścia spać. Długo leżałam i ciągle przekręcałam się z boku na bok, nie mogłam zasnąć. Ciekawe czy ten głupek ciągle tam siedzi? Wyplątałam się z pościeli i na boso zeszłam po schodach. Cichutko przemknęłam przez korytarz i wyjrzałam przez okno. Siedział pod drzwiami i patrzył się w niebo.

Perspektywa Jaśka

Dlaczego jest tak zimno? I dlaczego Martyna ma mnie za idiotę, wygląda przez okno i myśli, że jej nie widzę?
-Otwórz...- podszedłem do okna, mój oddech skroplił się na szybie.
-Po co? Idź do domu.- jęknęła.
-Powiedziałem, że będę tu siedział aż mnie nie wpuścisz. Pogadajmy to pójdę.
-Nie.
-Ok, będę tu siedział i marzł.- zwinąłem się w kulkę na schodach, specjalnie tak by widziała. Wiedziałem, że zmięknie i zaraz otworzy.
-Raz... Dwa... Trzy... Cztery... Pię...- nie zdążyłem doliczyć do pięciu i już usłyszałem szczęk zamka.
-Chodź. Ale szybko. Wiesz, że chcę się tylko ciebie pozbyć. 
-Dzięki.- mruknąłem wchodząc.
-Jestem szczera. Streszczaj się.- zamknęła za mną drzwi.
-Aaale cieeepło... Wiesz jak tam wieje?- próbowałem być sympatyczny... Martyna tylko uniosła brew do góry. 
-Eeh... No dobra. Przepraszam. Po raz kolejny zachowałem się jak ślepy idiota.  Nie rozumiem co mnie do niej ciągnie, na prawdę. Wiem, że jestem nieodpowiedzialnym frajerem, który rani najważniejsze dla siebie osoby... Mam nadzieję, że dasz mi kolejną szansę...- spojrzałem jej w oczy.
-Jedną już wykorzystałeś.- spuściła wzrok, głos jej się załamał. 
-Wiem ale teraz już się postaram.- podniosłem jej podbródek do góry ale strąciła moją rękę.
-Ile razy już to obiecywałeś?- to zabolało. Wiem, że nie jestem idealny ale nie musi mi tego wypominać. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, miałem wrażenie, że Martyna powstrzymywała płacz.
-Co ty w niej widzisz?- przerwała niezręczna ciszę.
-Ale co, w kim?
-No w Olce.- zniecierpliwiła się.
-W niej? Nie wiem. Ona jest taka...- zamyśliłem się.
-Jaka? Czemu nie potrafię jej dorównać?- schowała głowę w kolana. 
-Jak to dorównać? Ty nikomu nie musisz dorównywać.
-To dlaczego wolisz ją?- głos jej się załamał.
-Ta ją wolę?- czy ona jest zazdrosna...?
-Tak, wolisz ją!- rozpłakała się na dobre.
-Czy ty coś do mnie czujesz?- wyrwało mi się, Martyna zbladła.
-Co?! Nie! Zwariowałeś?
-Nie chciałem cię urazić!- jestem głupi, co ja powiedziałem? 
-NIe uraziłeś mnie. Po za tym powinienieś już iść.
-Ale poczekaj, nie to miałem na myśli!
-A co miałeś?! Nie, nie podobasz mi się! Ale wiesz ci mnie boli? Że ja się staram żeby na twojej twarzy był uśmiech, pocieszam cię, spędzam z tobą czas, daję coś z siebie... A ty i tak lecisz do Olki. Więc leć, proszę bardzo.- płacząc otworzyła mi drzwi.
-Ale co jeżeli ja chcę tu zostać?
-Nie pytam cię o zdanie, sorry.- zamknęła za mną drzwi. Wsadziłem ręce w kieszenie i poszedłem do domu. 

Perspektywa Martyny

Zakluczyłam drzwi i pobiegłam do pokoju. Zastawiłam klamkę krzesłem, brak kluczyka boli. Usiadłam w wykuszu i wtuliłam się jedną z poduszek. Płakałam i rozpadałam się na co raz drobniejsze kawałeczki. Dlaczego zawsze to ja muszę być tą drugą? Dlaczego nie mogę mieć przyjaciela? Olka jest fajniejsza i ładniejsza. Ok, niech będzie... Ale nie chcę być na drugim miejscu przez swoją brzydotę. Jestem ruda. Boże, dlaczego mnie tak pokarałeś? Popatrzyłam na swój brzydki, luźny i gruby brzuch. Mam też za krótkie i za grube nogi. Muszę się za siebie zabrać jeśli chcę dorównać Oli, nie mogę tyle jeść. I jeszcze mam krzywy nos. Tego nie zmienię. Tak samo jak beznadziejnego koloru oczu. Znów zaczęłam płakać. Boże, jaka ja jestem brzydka! Podbiegłam do komody i rzuciłam stojącym na niej lusterkiem o podłogę, roztłukło się w drobny mak. Upadłam na łóżko i zapłakana zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. 
-Dzień dobry! Panienka jeszcze śpi? Tak myślałam. Och, co tu się stało? Zaraz posprzątam, proszę tego nie ruszać bo się panienka pokaleczy. Ja nie chciałam panienki budzić,  przyszłam tylko powiedzieć, że zrobiłam śniadanie.- Rozgadała się Olga, nasza gosposia. Zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Na kuchennym blacie zobaczyłam naleśniki przybrane poziomkami. No tak, przecież nie mogę ich zjeść. Wzięłam tylko szklanke soku i poszłam na górę. Po zbitym lusterku nie było śladu, Olga jest kochana. Wypiłam sok bo byłam bardzo głodna i wlepiłam wzrok w sufit kładąc się na łóżku. Leżałam tak aż do wieczora aż nagle ktoś zapukał do drzwi.



♥♥♥
Oto rozdział 33, mam nadzieję, że się Wam podobał :) Wybaczcie za obsuwę czasową :<Nie wiem co mam Wam dziś pisać, więc po prostu zapraszam na aska: Ask :)
Oraz do komentowania posta.
Cieplutko pozdrawiam
Miśka

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 32

Perspektywa Jaśka

  Zaraz po tym jak odprowadziłem Olę do domu pobiegłem na parking. Martyna zniknęła, dosłownie zapadła się pod ziemię... Coś się stało. Zrobiło mi się zimno. Jak mogłem zostawić ją samą? Jak mogłem być tak tępy?  Szybko odszukałem w kieszeni telefon i zacząłem do niej dzwonić. Po kilku sygnałach wykrzyczała mi, że wróciła do domu z Florkiem i, że jak ja mogłem. Właśnie. Jak ja mogłem? Szybko pobiegłem pod dom Martyny. Było całkiem ciemno, świecił tylko samochód Floriana, z daleka widziałem, że Loczek płacze. Poczułem uścisk w gardle ale mimo to do nich podszedłem.
-Możemy pogadać?- mruknąłem ukazując się w świetle lamp samochodowych. Florian  delikatnie i podszedł do mnie, widać było, że jest wściekły.
-Co ty sobie wyobrażasz do jasnej cholery?!- krzyknął.
-Ja? Nic sobie nie wyobrażam.
-Czy ty myślisz?! Ona wracałaby sama do domu! Po ciemku! Wiesz co by się jej mogło stać?! Kogo mogłaby spotkać?! - wrzeszczał mi w twarz.
- Wiem. Dlatego zaraz wróciłem.- starałem się nie dać zirytować.
-Zaraz wróciłeś?! Zaraz?! Ty nie powinieneś w ogóle odstępować jej na krok! W nocy! Boże, ty jesteś jakiś niespełna rozumu! Zostawiasz dziewczynę samą o jedenastej w nocy! Powinieneś ją na rękach nosić bo ją pewnie nogi bolą od tych butów, a nie! Ty się uganiasz za jakimś pustym plastikiem, któr...
-Oluś nie jest plastikiem!- przerwałem mu bezwiednie zaciskając pięści.
-Jest! Jest głupia i pusta! Poleciałeś na jej rzekomo ładny ryj bo ona nie ma nic innego do zaoferowania! Jesteś tak głupi jak ona jeśli tego nie widzisz!- jeszcze nigdy nie widziałem żeby był aż tak zły, serio. Ale nie ma prawa mówić tak o Oli.
-Nie pozwalaj sobie!- odepchnąłem go od siebie.
-Mam sobie nie pozwalać mówić prawdy!? To zwykła, pusta dziwka, która zdobywa po kolei każdego chłopka! Kolekcjonuje ich i...
-I rywalizuje w tym z twoją dziewczyną! One są takie same! Robią dokładnie to samo!- wtedy resztki spokoju w Eskaczu prysnęły. Popchnął mnie na jasnoszary murek przygwożdżając mnie do niego.
-Nie waż się tak o niej mówić!- warknął i uderzył mnie w twarz, potem znów w brzuch i w twarz, rozciął mi łuk brwiowy. Oszołomiony osunąłem się na ziemię.
-Co leżysz! Wstawaj!- podciągnął mnie za kołnierzyk do góry i znów cisnął mną o murek, miałem wrażenie, że coś we mnie chrupnęło, z twarzy poleciała mi krew.

Perspektywa Martyny

Chłopak rzucił Jaśkiem w ogrodzenie jeden raz i drugi, zaczął bić go w twarz.
-Przestań! Słyszysz, przestań!- krzyknęłam histerycznie i odciągnęłam go od chłopaka, który oswobodzony oddał Florkowi w twarz. On znów chciał go uderzyć ale wskoczyłam między nich
-Pozabijacie się!- zaczęłam płakać.
-Jak ja go kur...- chłopak próbował mnie odsunąć.
-Koniec! Spokojnie! Idź stąd Jasiek!
-Ale ja chciałem powie...
-Już dosyć powiedziałeś! Idź stąd, słyszysz!- odwróciłam się w jego stronę, jego twarz i koszulka była cała we krwi.
-Masz.- szybko wyciągnęłam chusteczki z torebki i rzuciłam mu. Chłopak przyłożył je sobie do twarzy i zrezygnowany odszedł. Znów odwróciłam się w stronę Florka. Jego klatka piersiowa unosiła się bardzo szybko, miał zaciśniętą szczękę i aż białe,  zwinięte w pięści ręce a nos lekko krwawił.
-Jezus Maria, Florian... Uspokój się...- popatrzyłam się na niego, nie wiedziałam co robić.
-Nie bój się mała, tobie nic nie zrobię. Masz jeszcze chusteczkę?-  odparł trochę spokojniejszym tonem.
- Jemu też już dość zrobiłeś. Chodź.- pociagnęłam go za sobą do domu. Oczywiście nikogo nie było, rodzice znów gdzieś poszli. Posadziłam chłopaka na wannie w jednej z łazienek, zapaliłam światło i wyjęłam apteczkę zza lustra.
-Masz to.- przyłożyłam mu  gazę do nosa.
-Przepraszam, poniosło mnie.- Florek westchnął trzymając ręką wacik.
-Serio, przesadziłeś? Nie gadaj> Pochyl się do przodu i masz jeszcze to.- dałam mu zimną szmatkę.
-Dzięki. Kurde, zimnee! Ale on... Jak on mógł tak powiedzieć? Jak on mógł cię tam zostawić?- znów się zdenerwował.
-Już się nie unoś, wystarczy. - usiadłam obok niego.
-Wiem, wiem ale...
-Bez ale. Choć z jednej strony cię rozumiem.- zadzwonił mój telefon. To Janek, skrzywiłam się widząc jak mam go zapisanego. Rozłączyłam połączenie.
-Dobrze zrobiłam?
Ale, że co?
-No, że się rozłączyłam.
-Chyba. Nie przejmuj się nim mała. Przejdzie mu, jest głupi.- telefon znów zadzwonił.
-Co on kurde chce!? A nie to Emilka.- odebrałam.
-Hej, co jest?- od razu zapytałam przyjaciółkę.
-Co jest z Floreczkiem?- zapytała zdenerwowana.
-Siedzi obok mnie. Z resztą masz, daję ci go.- podałam chłopakowi telefon.
-Hej kochanie. No co ty słoneczko, wszystko ok. Tak. Bo zostawiłem telefon w aucie. Bo Jankowi znów odwaliło. No normalnie. Zostawił Rudą bo odprowadział Olkę. No to ją odwiozłem do domu, jak miała wracać sama? Napatoczył się Jasiek, wkurzył mnieto dostał w ryj, ja z resztą trochę też. Spokojnie myszko, Martyna mnie uratowała.- zaśmiał się.
-Jak to sama w domu? Coś się stało? Już jadę. Ale ja i tak do ciebie przyjadę. Pa kocham cię mocno.- oddał mi telefon.
-Dzięki Ruda. Ja lecę do Emi bo nie chcę żeby była sama w domu i wiesz.
-Wiem, wiem- zrobiłam wiadomą minę.
-Naczy to nie tak. A nawet jeśli to co?- zmieszał się.
-Cooo? Serio?!- aż wstałam.
-A co cię to interesuje?- zaśmiał się. i również wstał.
-W sumie to nic. Ale wiesz, to moja przyjaciółka.- interesowało mnie to bardzo. Ale wymagluję sobie Emi później.
-Dobra Martyna, ty nie wnikaj i chodź to zamkniesz za mną drzwi.- zeszliśmy na dół, przy okazji zdjełam te głupie, niewygodne (choć śliczne) buty.
-To pa. I dzięki za podwózkę, pocieszenie i obronę. Której nie pochwalam ale dzięki.
-Oj, już dobra, wiem. I też dzięki za naprawę nosa, Jak coś to dzwoń, przyjdę.
-Ale będziesz u Emi i w ogóle.
-No to wbijemy oboje! Ona też cię będzie ratować- zaśmiał się.
-Ale tak serio to dzwoń. Ty też nie możesz być sama w domu, w nocy. Został bym z tobą ale wiesz, obowiązek chłopaka wzywa. - znów zaczał się śmiać.
-Już nie marudź, leć do niej!
-Ok, trzym się. I dzwoń!- lekko rozczochrał mi włosy i pobiegł do auta. Poszłam poszukać klucza do drzwi, pewnie został w łazience. Po drodze zdjęłam tą kieckę i rzuciłam ją przez drzwi gdzieś do pokoju. Po chwili stwierdziłam, że chce mi się pić. Siedziałam na blacie pijąc sok i patrzyłam się na okno Janka. Ciekawe jak on się czuje, był taki poobijany... Florek przesadził, serio, Ale z drugiej strony jak on mógł tak powiedziec o Emi, jak mógł mnie zostawić? Ja wiem, że nie dorównuję Oli w żadnym zakresie ale ponoć jestem jego przyjaciółką. Ponoć... Za dużo "ale", za dużo niedopowiedzeń. Po raz kolejny zaczęłam płakać, przytuliłam się do kolan odwracając się od okna. Dlaczego on taki jest? Usłyszałam otwierajace sie drzwi. Wrócili rodzice, zaraz mi się dostanie za to, że ich nie zamknęłam.
-Martyna? Mogę?- to głos Jaśka. Rzuciłam się do salonu, chwyciłam koszulkę i w sekundę ją założyłam. Wtedy wszedł Jaś.
-Już teraz mogę?- Miał zapuchniętą twarz i rozciętą brew. Auć...
-Nie, nie możesz.
-Marynko proszę...
-Nie mów do mnie tak! Idź sobie!- łza spłynęła po moim policzku.
-Przepraszam, nie płacz. Pogadajmy.
-Nie mamy o czym gadać! Zostawiłeś mnie, uderzyłeś Eskacza i wyzwałeś Emilkę. Tych dwóch ostatnich nie jestem w stanie ci wybaczyć. Nie mogłeś tego zrobić, po prostu nie mogłeś.
-Poniosło mnie i...
-Poniosło cię!? Wyjdź stąd!- wypchnęłam go za drzwi i zamknęłam je na leżący nieopodal kluczyk.
-Wpuść mnie, proszę!- krzyknął.
-Nie!
-To będę tu siedział aż nie otworzysz.



♥♥♥
Jest rozdział trzydziesty trzeci! :D Przepraszam, ze prze świeta nie był rozdziałów :<<<
I dziękuję za  30.000 wyświetleń! Nawet nie wiecie jak sie cieszę. Nie lubię pisać takich rzeczy bo nie umiem :< W każdym razie: dziękuję, to na prawdę wiele dla mnie znaczy <3 
Zapraszam na aska: Magiczna kraina spamu XD
Oraz do komentowania posta :D

Cieplutkie pozdrówki
Miśka

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 31

 "Stałam na dworze z Jankiem czekając na Eskacza i Emi. 
-Fajnie było.- Jaś uśmiechnął się do mnie.
-Taaak. Bardzo fajnie.- spojrzałam na niego.
-Swoją drogą fajnie się z tobą tańczy.
-Taaak?- zaśmiałam się.
-Tak. Fajnie się przytulasz.- znów się uśmiechnął. I zrobił krok w moją stronę. 
-Jaaaasiuuu! Odprowadzisz mnie?- zaćwierkała słodko Oluś." 


-Co? Czego ty znowu chcesz?- zmarszczył brwi Jasiek.
-Noo weeź. Ja się boję sama wracać tak po ciemku. Chyba mnie nie zostawisz tak samej, prawda?- widziałam jak chłopak się waha.
-Nie mogę, jestem z Martyną. Przepraszam.
-To sobie z nią bądź!- krzyknęła i poszła w swoją stronę. Kompletnie mnie zaszokował, nie wiedziałam, że będzie w stanie jej odmówić.
-Kurdeee, kurde, kurde...- mruknął.
-Chcesz do niej iść?- zapytałam niewiele myśląc.
-A nie obrazisz się?- wstąpiła w niego energia.
-Nie... Ale wie...- nie skończyłam bo Janek mruknął tylko:
-Jesteś najlepsza, serio!- i pobiegł za nią. Postukał ją w ramię, ona odeszła. Chłopak złapał ją za rękę, dał buziaka w policzek, coś powiedział, ona przytaknęła i poszli. Potem zobaczyłam tylko wystawiony w moja stronę środkowy palec Olki. Oczywiście tak żeby Jaś nie zobaczył. Stałam z otwartą buzią nie dowierzając. Czy on na prawdę... Zaczęło trochę wiać. A ja nie miałam żadnej bluzy. Świetnie.
-Co jest Ruda?- zagadnął Florian.
-Nic. Gdzie zgubiłeś Emi?
-Rodzicie ją zabrali. Nie pozwolili mi jej odwieźć bo za nią nie przepadają... Mów co jest. A gdzie TY zgubiłaś Jaśka?
-Nic. Poszedł z Olką.-wzruszyłam ramionami.
-Żartujesz sobie, prawda?- szeroko otworzył oczy.
-No właśnie nie!- pociągnęłam nosem. Po chwili płakałam w jego skórzaną kurtkę. Nie wiem tylko dlaczego się rozkleiłam. Było mi na prawdę bardzo przykro... Wystawił mnie tak w pewnym sensie... Gdy już się uspokoiłam Eskacz mruknął
-Ja mu taką jesień średniowiecza zrobię, że zoba....
-Zwariowałeś?!- prawie krzyknęłam
-No co on sobie myśli?
-Nie myśli i właśnie w tym jest problem- mruknęłam i zaczęliśmy się śmiać.
-Ty coś do niego czujesz, co nie?- popatrzył się na mnie badawczo.
-Co? Nie! No coś ty, to mój przyjaciel!- zaprzeczyłam.
-Widzę jak na niego patrzysz.
-Patrzę na niego normalnie. Tak samo jak na ciebie.- zirytowałam się.
-Oby nie. Musiałbym cię wtedy zranić...
-Oj Florian, Florian. Głupoty gadasz. Lepiej mnie do domu zawieź jak to nie problem.
-Spoko! Wsiadaj.- podeszliśmy do samochodu. Jechaliśmy i gadaliśmy trochę o dzisiejszym balu a potem śpiewaliśmy "W stronę słońca" Lisowskiej. Eskacz kompletnie nie umie śpiewać, to jest jakiś dramat. Po chwili byliśmy na miejscu. Gdy miałam wychodzić z auta zadzwonił telefon i wyświetlił "Mój kochany Jaś <3"
-To na pewno tylko PRZYJACIEL?- zaśmiał się chłopak.
-Tak! Sam mi się tak wpisał! Teraz cicho.- nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Martyna?
-Nie, Andrzej. Czego chcesz?
-Gdzie jesteś?- odchrząknął.
-Pod domem. A gdzie mam być?
-Czemu na mnie nie poczekałaś? I wróciłaś sama? Mogło ci się coś stać i...
-Myślałeś, że będę tam sterczeć? Na ciemnym parkingu jest dużo bezpieczniej niż w drodze do domu! Latasz za jakaś laską i zostawiasz mnie samą o jedenastej w nocy! Dla twojej wiadomości odwiózł mnie Florek!- krzyknęłam rozżalona do telefonu.
-Ale... ale...- jąkał się.
-Widzisz! Nie wiesz co powiedzieć! Nie ma sensu z tobą gadać! Dzwoń sobie do Oli, wiesz!?
-Co? Ty jesteś zazdrosna? Nie rozłączaj się prosz...- rozpłakałam się na dobre i rzuciłam słuchawką o ziemię.
-Ciśś, spokojnie. Nie wkurzaj się tak.- uspokajał mnie przyjaciel. Po chwili przybiegł do nas Jaś. Dlaczego on musi tu mieszkać?!
-Możemy pogadać...?- poczułam jak w Eskaczu zawrzało.



♥♥♥
Oto jest! Nocny rozdział 31! Mam nadzieję, ze się Wam podobał :D
Życzę Wam radosnych Świąt spędzonych w gronie najbliższych <3 
Rozdział specjalnie dla askowych: Ty też możesz dostać rozdział! XD
I zapraszam do komentowania! Teraz możecie anonimowo komentować posty! :D

Cieplutko pozdrawiam i jeszcze raz wesołych Świąt
Miśka

piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 30

"Zastałem tam całkowicie nieogarniętą i zaspana Martynę, która starała się zorientować gdzie jest i usiąść. Chwilę zajęło jej odgarniecie włosów z twarzy. Rozejrzała się zdziwiona i popatrzyła na mnie mierząc mnie od stóp do głów, zbladła, popatrzyła na siebie i zapytała
-Dlaczego ja tu jestem?"


-Bo zasnęłaś.- zaśmiał się Janek.
-Jak to zasnęłam? Przecież muszę wracać do domu! Ojciec nic nie wie i w ogóle!
-Olimpia dzwoniła jak wstałaś, pozwoliłem sobie odebrać i powiedzieć jej, że zasnęłaś.
-To ja muszę iść!- wstałam zbyt gwałtownie zahaczając nogą o kołdrę, spadłam na podłogę a Janek dostał ataku śmiechu
-Co się cieszysz głupku?- zachicotałam i wstałam. 
-Czemu mi nic nie powiedziałeś? Czemu mnie nie obudziłeś?
-Tak słodko spałaś, że sobie odpuściłem.
-Spałeś obok mnie?- czułam jak blednę. 
-Nie, na podłodze.- westchnął.
-Co za ciota.- mruknęłam
-Co?
-Nic, nic. Mówiłam tylko, że masz szczęście.- zeszliśmy na dół, pożegnałam się z Jankiem i pognałam do domu. W sumie daleko nie było, wystarczyło przebiec przez jezdnię. Powitał mnie nieco zły tata, zostałam pouczona i wysłana na górę. W sumie im się nie dziwię, wiedziałam, że tak będzie. Ale w sumie co mogłam poradzić na to, że zasnęłam?
  Tydzień minął bardzo szybko. Janek znów zaczął gadać z Olką od czego go wszyscy odwodziliśmy, oczywiście wiedział lepiej. Ja co raz bardziej lubiłam Ari, gadałam z nią i z Emi godzinami przez Skype. Dziewczyny ciągle mówiły o kupowaniu kiecek na bal, który miał się odbyć już w ten weekend. Emi miała oczywiście ciemnoniebieską sukienkę w cekiny, która nie miała ramiączek. Ari mniej więcej to samo tylko, że jej kreacje była brązowa i dłuższa. Ja stwierdziłam, że nie będę kupować nic nowego, muszę tylko sprawdzić czy to co sobie wymyśliłam nie będzie na mnie za duże. Wyciągnęłam z pod łóżka karton z rzeczami mojej mamy. Jak zwykle tak bardzo pachniał nią... Pokonałam leciutkie rozżalenie i wyciągnęłam jedną z sukienek. Była długa, leciutka i ciemnozielona. Bez zbędnych zdobień z delikatnym, srebrnym paseczkiem. Na szczęście leżała całkiem dobrze.

Sobota, dzień balu, coś koło czternastej.
-O mój BożeBożeBożeBożeeee! Martyna!- piszczała do słuchawki Emilka. 
-A tobie co znów się stało?- zapytałam spokojnie.
-No bo ten bal! Ach... Nie mogę się doczekać! Zwłaszcza, ze będzie Floruś!- westchnęła rozmarzona.
-No to ty się szykuj a nie mi wzdychasz i usychasz przy telefonie. Już czternasta!
-Faktycznie! O BożeBożeBożeBoże! Już lecę! Papa Martysia, do zobaczenia!
-No hej mordko.- rozłączyłyśmy się. Po półgodzinie leniwie wstałam z łóżka i poszłam się wykąpać. Było już dość późno, więc porządnie rozczesałam włosy, które trochę wyprostowałam, tworzyły teraz fale a nie dzikie logi. Utrwaliłam to wszystko odrobiną lakieru i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Poszłam do siebie założyć sukienkę.
-Martynko! Jan już przyszedł!- zawołał z dołu tata.
-Idę!- powalczyłam z zamkiem od sukienki, chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół. 
-Hej!- zawołałam zakładając buty. Wszyscy milczeli.
-No co?- spojrzałam na nich.
-Wyglądasz prześlicznie. Serio.- wykrztusił Janek. Sam był ubrany w białą koszulę i marynarkę, prezentował się niczego sobie.
-Właśnie. Wyglądasz cudownie... Całkiem jak twoja mama gdy... To jej sukienka i...- tata chyba się lekko rozkleił. Przytulił mnie mocno, znów zapanowała cisza.
-Przepraszam Oli...- westchnął zwracając się do żony.
-Spokojnie, rozumiem. Córeczka dorasta.- przytuliła się do jego dłoni.
-Nie chcę przeszkadzać czy coś... Ale musimy iść...- powiedział niepewnie Jaś. 
-Idźcie. Tylko jej pilnuj!- tata zwrócił się do chłopaka.
-Będę jej pilnował, proszę się nie martwić.
-Pa, kocham was! Jak coś mam telefon.- dałam im po buziaku i wyszliśmy. Pod domem czekał na nas Florek z Emi, siedzieli w samochodzie.
-Ruda! Super wyglądasz!- powitał mnie Eskacz.
-Dzięki.- prychnęła Emilka.
-Ty i tak jesteś najpiękniejsza!- cmoknął ją w policzek, zarumieniła się.
-Dzięki.- obruszyłam się dla żartu.
-Bożeee! Z babami! Żadnej nie dogodzisz!Same problemy z wami, same problemy.- Florian machnął rękami do góry, zaczęliśmy się śmiać i pojechaliśmy. Na miejscu czekała na nas Ariadna i Kiślu. Dziewczyny wyglądały olśniewająco.
  Z początku było trochę sztywno, ludzie dopiero się zbierali. Ale z czasem niektórzy zaczęli tańczyć a reszta albo stała w małych grupkach co jakiś czas wybuchając cichym śmiechem albo siedziała przy sześcioosobowych, okrągłych stolikach przykrytych białymi obrusami. Cała sala była beżowa co ładnie kontrastowało z ciemną podłogą. Gdzieniegdzie były ciemniejsze filary ozdobione białym, swobodnie "spływającym" materiałem. Przy jednej ścianie stał słodki bufet z kawą, herbatą i ponczem a przy przeciwległej była ustawiona orkiestra smyczkowa. Bal trwał w najlepsze gdy nagle podeszła do mnie Ola.
-Jak się bawisz złociutka?- zapytała słodko. O co jej znów chodzi? Postanowiłam udać głupią.
-Świetnie! A ty??- zawołałam wesoło.
-Też wyśmienicie.- stałyśmy w ciszy kiedy zagrała wolniejsza piosenka. Zobaczyłam Jasia zbliżającego się w naszą stronę.
-Idź sobie.- mruknęła.
-Co proszę?
-Jaś do mnie idzie, będziesz nam przeszkadzać.
-Aha.- nie ruszyłam się z miejsca, Olka zawrzała.
-Zatańczysz ze mną?- Janek podał mi dłoń. W tej chwili dałabym wszystko żeby móc zrobić zdjęcie miny Olki i potem rozwiesić je w całej szkole.
-Ale ja nie umiem...- zarumieniłam się.
-To nic trudnego, chodź.- pociągnął mnie leciutko na parkiet.
-Ale ja serio nigdy nie tańczyłam wolnego.
-Co raz bardziej mnie zadziwiasz. Zobacz.- położył moje ręce na swoich ramionach a sam objął mnie w talii. Już czuję jak bardzo się czerwienię.
-Ej, nie bój się mnie. Przytul się, na luzie, spokojnie.- oparłam głowę na jego klatce piersiowej. Miał bardzo szybkie tętno, chyba nie tylko ja się stresuję.
-Widzisz? To nie takie straszne.- przytulił mnie bardziej do siebie, zaczęliśmy się rytmicznie kołysać. Jaś świetnie pachniał i fajnie przytulał i był taki... taki jaki powinien być chłopak. Zamknęłam oczy, czułam jego ciepło i słyszałam jego uspokajający się puls. Błagam niech ta piosenka się nie kończy. Czułam się przy nim tak dobrze i bezpiecznie. 
-Martynkoo?- szepnął mi do ucha.
-Hmm...?
-Strasznie się cieszę, że jesteś. I tutaj i ogólnie.
-Też się cieszę, że jesteś. I tutaj i ogólnie.
-Serio?
-Serio.- tańczyliśmy w ciszy. Niestety piosenka wkrótce się skończyła, odsunęłam się od niego. Janek przytrzymał moją rękę i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Gdzie uciekasz?- spojrzał mi w oczy, przysunął swoją twarz do mojej i delikatnie pocałował wierzch dłoni. 
-Dzięki za taniec.- uśmiechnął się do mnie a ja poczułam, że moje policzki purpurowieją. Co ja się dzisiaj tak rumienię, noo? Ochłonęłam i zaczęłam tańczyć z dziewczynami, które ciagle patrzyły na siebie znacząco. Po kilkunastu minutach chłopcy zawołali nas do stolika, upadłyśmy zmęczone na krzesła.
-Proszę laski! Poncz specjalnie dla was! Spokojnie bo bezalkoholowy, nie upijecie się niepełnoletnie małolaty!- zarechotał Florek.
-Bardzo śmieszne. Rafałku czy mógłbyś mi podać poncz?- Powiedziała Ari.
-Jasne!- Kiślu rzucił się aby podać Ariadnie napój ale kieliszek wypadł mu z ręki i lekko pochlapał sukienkę dziewczyny tłukąc się przy końcu. 
-Ojejku! Przepraaa...!- Kiślu krzyknął, potknął się i zahaczając o obrus zrzucił wszystko ze stołu. Na sali zapanowała cisza. Na szczęście nie ochlapał niczego poza podłogą i końcówką sukienki Ari. 
-Prze-przepraszam.- poślizgnął się na wylanym ponczu i znów przewrócił. Wszyscy gruchnęliśmy śmiechem. Panie pomogły nam to wszystko posprzątać, bal trwał dalej. Koło dwudziestej trzeciej zaczęliśmy się rozchodzić. Stałam na dworze z Jankiem czekając na Eskacza i Emi. 
-Fajnie było.- Jaś uśmiechnął się do mnie.
-Taaak. Bardzo fajnie.- spojrzałam na niego.
-Swoją drogą fajnie się z tobą tańczy.
-Taaak?- zaśmiałam się.
-Tak. Fajnie się przytulasz.- znów się uśmiechnął. I zrobił krok w moją stronę. 
-Jaaaasiuuu! Odprowadzisz mnie?- zaćwierkała słodko Oluś. 




♥♥♥
No to zioomki mamy roztańczony rozdział 30! Mam nadzieję, że sie Wam podobał. Wyszedł trochę długi ale chciałam wszystko dobrze opisać XD No. Cieszę sie, ze to kolejna okrągła liczba w zbiorze rozdziałów! Oby takich więcej :D
Zapraszam na aska: Musisz to być! :D
Oraz do komentowania! :D Starałam się, ej XD

Cieplutko pozdrawiam
Miśka



czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 29

"Nigdy nie byłam dobra w grach, no cóż. Po skończonej obiadokolacji pozmywaliśmy naczynia i już miałam iść gdy Janek zaproponował.
-Może obejrzymy film?" ~rozdział 27 :)
Zioomki! Przypominam, że 28 rozdział to żart i, że on się nie liczy. Miłego czytania :)

-Niee... Nie mogę. Muszę iść do domu.- pokręciłam głową.
-No weź. Nie jest jeszcze tak późno, jutro nie musisz wstawać i w ogóle.
-I w ogóle?- zaśmiałam się.
-Właśnie. I w ogóle!- również zaczął się śmiać.
-No to jak "I w ogóle" no to mogę zostać, niech ci będzie.- poszliśmy do jego pokoju. Wziął laptopa z biurka i usiadł na dużym łóżku, które zapewne składało się w kanapę.
-Po co ci tyle komputerów?- zapytałam zdziwiona wskazując na biurko.
-Komputer jest tylko jeden. Monitory trzy. Kobiety...- westchnął.
-Co kobiety? No nie znam się na tym, no. Po co ci tyle tego?
-Do lansu! To moje centrum dowodzenia światem!- zawołał radośnie, wyrzucając ręce do góry.
-Boże... Do lansu.- zaczęłam się śmiać.
-Co się tak cieszysz? Może być horror?
-Tak! Uwielbiam horrory! Ale będę się drzeć.
-Nie ma problemu, siadaj.- poklepał ręką miejsce obok siebie. Zaczęliśmy oglądać. Z początku było spoko. Ale potem... Jezu... Ja nie wiem jak on znajduje tak straszne filmy. Skryłam się pod kocem w obawie, że coś zaraz wyskoczy z monitora i mnie zje.
-Nie chowaj się Loczek! I tak ci widać włosy!- zaśmiał się zaglądając jednym okiem do mojej kryjówki.
-Głupie włosy.- mruknęłam udając wkurzoną i zabrałam koc z twarzy.
-Wcale nie są głupie. Są fajne.
-Najpiękniejsze z całej wsi.- rzuciłam ze śmiechem.
-Tak w ogóle to jak ty przez nie widzisz? Masz je ciągle na twarzy.
-Odezwał się ten co nie mam włosów w oczach.
-To patrz jak wyglądają gdy są do góry.- kilkoma ruchami ułożył grzywkę do pionu i uśmiechnął się rozbrajająco.
-Wyglądasz jakby cię kopnął prąd!- dostałam ataku niepowstrzymanego śmiechu. Nagle coś wyskoczyło na monitor, oczywiście z odpowiednio ogłuszającym akompaniamentem muzyki.
-Słodki Jezu!- wrzasnęłam płaczliwie wtulając się w oszołomionego Janka. Po sekundzie udeżyła mnie fale śmiechu, tym razem ze zdwojoną siłą.
-Zwariowałaś!- również zaczął sie śmiać.

Perspektywa Jaśka

Oglądaliśmy ten horror, trafiłem idealnie. Martyna przerażona odruchowo się do mnie przytulała i patrzyła przez palce. Gdy film się skończył usiała całkowicie wyprostowana i z niepokojem rozejrzała się po pokoju.
-I co? Co teraz?- nerwowo ciągnęła kosmyk włosów.
-No nic.- wzruszyłem ramionami.
-Ja idę do toalety, ok?
-Ale, ale... ten. Zostawisz mnie tu teraz samą?- jęknęła żałośnie.
-No to chodź, zaczekasz przed drzwiami.- wstaliśmy szedłem przed Martyną, na dole zaczęła wirować pralka.
-Jaaaaneeek!- wrzasnęła i schowała mi się pod ramię. Zacząłem się śmiać.
-To tylko pralka, nie zje cię.
-Nie ciesz się głupio!- stanęła pod drzwiami gdy ja wszedłem do łazienki.
-Ej.. Czy mógłbyś się... Hmm... Nie zamykać?
-O Boże, co? No dobra. Ale nie podglądaj!- odkluczyłem drzwi ze śmiechem.
-Nie zamierzam, wiesz.- po chwili wróciliśmy do pokoju. Dziewczyna usiadła na skraju łóżka i znów ciągnęła jeden z loczków. Chyba serio się bała.
-Ej, mordko. Nie bój się.- zabrałem jej włosy z między palców.
-Nie rób tak. Jak chcesz to możemy obejrzeć coś głupiego, nie będziesz się bała- dodałem.
-Noo... No doba.- mruknęła i włączyliśmy drugi film. Sam niewiele z niego rozumiałem, był jakiś dziwny, bez sensu. W połowie Martyna zasnęła. Wyłączyłem laptopa i wziąłem sobie poduszkę oraz koc na podłogę. Wtem zadzwonił telefon, na szczęście miał wyciszony dzwonek, więc dziewczyna się nie obudziła. Wziąłem jej komórkę do ręki i zobaczyłem, że dzwoni Olimpia, wiec odebrałem.
-Halo? Martyna gdzie ty jesteś?- zapytała lekko podirytowana.
-Dobry wieczór. To ja, Janek, sąsiad.
-Janek? Co się stało? Czemu Martyna nie odbiera? Miała jakiś wypadek!?- zaniepokoiła się.
-Nie, wszystko w porządku! Zasnęła u mnie w pokoju. Oglądaliśmy horror i się bała, wiec stwierdziliśmy, że obejrzymy coś jeszcze i w połowie drugiego filmu zasnęła.
-Ciekawe filmy oglądacie.- zaśmiała się.
-Tak, bardzo. Mam ją budzić, czy może zostać? Będę spał na podłodze! Jak coś to mogę ją też odprowadzić.
-A śpij sobie gdzie chcesz. Czekaj chwilę.- zabrała słuchawkę od ust i tak wyraźnie słyszałem jej krzyk.
-Kochanieeeee! Ona zasnęła u Jaśka! Tego chłopaka! Tak! Ma wracać do domu!? Tak, u niej wszystko ok!- znów zwróciła się do mnie
-Jak to nie problem to niech już zostanie, nie ma sensu jej budzić. Tylko niech rano od razu wraca do domu.
-No dobra, nie ma problemu.
-Śpisz na podłodze?
-No śpię.
-Co za ciota.- zaśmiała się
-Dzięki, że odebrałeś. Miłego spania NA PODŁODZE.
-Dziękuję bardzo. Dobranoc- zaśmiałem się j nacisnąłem czerwoną słuchawkę.  Zgasiłem światło i położyłem się na dywanie bo nie chciałem irytować z rana Martyny.

Rano

Obudziłem się i spojrzałem w sufit. Gdy już zorientowałem się dlaczego śpię na ziemi zerknąłem na Martynę. Spała zaplątana w pościeli, skulona i wtulona w poduszkę. Zszedłem na dół by nakarmić psa, po czym wypiłem do końca sok porzeczkowy. Powoli wróciłem do pokoju. Zastałem tam całkowicie nieogarniętą i zaspana Martynę, która starała się zorientować gdzie jest i usiąść. Chwilę zajęło jej odgarniecie włosów z twarzy. Rozejrzała się zdziwiona i popatrzyła na mnie mierząc mnie od stóp do głów, zbladła, popatrzyła na siebie i zapytała
-Dlaczego ja ut jestem?



♥♥♥
No to mamy już normalny, dwudziesty dziewiąty rozdział. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu! :D 
Nie mam nic supi do powiedzenia, więc:
Oraz do komentowania! :D

Cieplutko pozdrawiam
Miśka

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 28

Perspektywa Jaśka

  Wracałem zmęczony z treningu na basenie, jak zwykle było fajnie. Ostro pracowałem bo niedługo zawody a chciałbym wygrać. Po drodze wstąpiłem do sklepu po baterie. Takie zwykłe, małe paluszki. Zerknąłem na zegarek i zobaczyłem, że już trochę późno, więc przyspieszyłem kroku by nie spóźnić się na autobus. Zatrzymało mnie czerwone światło. Po drugiej stronie jezdni zobaczyłem Olę, machała do kogoś wesoło. Po chwili zobaczyłem Marcina. To jakieś de ja vu? Odwróciłem wzrok, to zabolało. Znów zabolała. Nie do końca zagojone rany znów zaczęły boleć i krwawić. Spojrzałem w niebo i usłyszałem pisk opon i krzyk chłopaka. Szybko popatrzyłem w tamtą stronę. Widziałem odskakującego w prawo chłopaka i hamujący samochód z jakimiś beczkami.. Nie zdążył się zatrzymać, potrącił Olę. Widziałem jak dziewczyna bezwładnie obija się o ścianę i jak jej oczy zamykają się na ułamek sekundy. Wydała z siebie nagły, dziwnie urwany wrzask. Jedna z beczek robiła się tuż nad jej głową, druga tuż koło niej. Na moment zrobiło się całkowicie cicho.Z pojemników wyciekła jakaś substancja, Ola na którą to wszystko spłynęło zaczęła rzucać się konwulsyjnie, jej skórę pokryło coś żółto-pomarańczowego. Po chwili przestała się trząść. Trawił ją skoncentrowany kwas azotowy. Ciecz rozpłynęła się na wszystkie strony, przerażeni ludzie dzwonili na pogotowie, krzyczeli i płakali. Kierowca leżał nieprzytomny z głową na kierownicy z której ściekała krew. Ola wręcz rozpływała się w roztworze. Powietrze zaczęło mieć gryzący zapach, usłyszałem wycie syren karetki i pogotowia. Po co ono tu jedzie? Ola już prawie nie istnieje... No tak, kierowca. Mój umysł był w zbyt dużym szoku aby pojąć tą informację, stałem i patrzyłem się na to wszystko. Ktoś do mnie podbiegł, mówił coś do mnie. Ja tylko kiwałem głową i podałem swoje imię i nazwisko. Zabrali mnie do szpitala aby sprawdzić czy nie mam jakiś poparzeń drogi oddechowej przez parujący kwas. Pooglądali mnie, nic mi nie było. Dali mi tylko dużo wody do picia abym wypłukał sobie przełyk. Po dziesięciu minutach przyjechał mój ojciec, wypytał wszystkich lekarzy jakich spotkał. Ja nie mogłem wykrztusić słowa, chciało mi się wymiotować. Widziałem śmierć człowieka. Widziałem śmierć Oli. Nigdy już jej nie sobaczę. Nie zobaczę już jej a ni jej pięknych, szarych oczu. Nie zobaczę i nie dotknę jej złotych, długich włosów... Czułem się jakbym umarł. Nie, to by było zbyt proste... Czułem się jakby mi ktoś zabrał całą moja duszę, serce i cały mój świat. Dlaczego akurat Ola? Dlaczego to nie mogłaby być jakakolwiek inna dziewczyna? I dlaczego ten frajer jej nie osłonił, nie odepchnął jej? Dlaczego? Wróciłem z ojcem do domu i zamknąłem się w pokoju. Przez kilka dni prawie z niego nie wychodziłem a jedyną osobą z jaką rozmawiałem był Tomek, mój brat. Po prostu nie chciało mi się żyć. Dużo czasu przeleciało mi przez palce gdy patrzyłem się w sufit. Słyszałem, że odwołali ten głupi bal andrzejkowy. Właściwie po co to komu? Ponoć była u mnie kilka razy Martyna i Emilka, wpadł też Florek. Nie pamiętam tego. Nadszedł dzień pogrzebu. Było mnóstwo ludzi ze szkoły i spoza niej. Jej rodzicie bardzo płakali, pokazała się nawet jej zapłakana, malutka siostrzyczka ubrana w czarną sukienieczkę. Pamiętam, że wtedy bardzo padało. Nie było nawet urny, po tym wypadku nie było czego zbierać. Widziałem nawet Emilkę. Tylko Martyna się nie pokazała.

Kilka miesięcy później

  Był piękny, słoneczny dzień. Jeden z pierwszych tak ciepłych w tym roku. Odczytałem to jako dobry znak, więc postanowiłem wreszcie wyznać Martynie co tak naprawdę do niej czuję. Ostatnie trzy miesiące były najlepszym czasem w moim życiu. Spędzonym właśnie z tą rudowłosą istotką. Gdy już ochłonąłem po stracie Oli zrozumiałem, że ona nie była "tą jedyną" i, że wcale nie jest dla mnie tak ważna jak myślałem. Teraz liczyła się tylko Martysia. Otworzyłem jej bramkę lekkim kopnięciem i przeszedłem kilkanaście metrów brukowanego podjazdu. Otworzyłem drzwi, wiedziałem, ze nie będzie o to zła bo praktycznie zawsze wchodzę bez pukania.
-Ty głupia dziwko!- wrzasnęła Emilka Z miejsca wryło mnie w ziemię.
-Zamknij mordę! Nie krzycz na nią, ona nic nie zrobiła!- to był Eskacz. Cicho zamknąłem za sobą drzwi, podszedłem bliżej i schowany za winklem obserwowałem sytuację. Po lewej stała roztrzęsiona i zapłakana Emi a po prawej maksymalnie zły Florian. Za nim stała zapłakana Martyna, która usiłowała wniknąć w róg blatu.
-Jak mogłaś!?- wrzeszczała Emilia.
-Co cię to obchodzi!?- odkrzyknęła histerycznie Martyna. Nadal nie mogłem pojąć co się stało.
-Co MNIE to obchodzi!? Jestem jego dziewczyną! A właściwie jego byłą! Nie chcę być z człowiekiem, który gdy nie patrze obcałowuje się z moją przyjaciółką!!! Przeprasza, byłą przyjaciółką!- co ona powiedziała? Czy Martyna...? Ona z Eskaczem? Ale jak to, dlaczego?
-No i bardzo dobrze! Idź stąd! Teraz! Wyjdź! Nikt cię tu nie potrzebuje!- płakała ruda dziewczyna.
-Dobrze! Floreczku. Chcę ci tylko powiedzieć, że musisz kochanie zbierać na alimenty.
-CO?- chłopak zbladł.
-Będziesz miał ze mną dziecko idioto!- zapłakała.
-Żartujesz sobie?- złapał się za głowę.
-Nie. Kochanieńki nie żartuję. Chciałam ci to powiedzieć ale widzę, że wolisz tą... tą...! Nie chcę na was patrzeć.- Emi wyszła z kuchni i niemal na mnie wpadła.
-O, hej. Ja właśnie wychodzę.- wybiegła szlochając i zatrzasnęła za sobą drzwi. Usłyszałem płacz Martyny i głuchy jęk Eskacza, który stał zakrywając dłońmi twarz.
-Idź do niej. Wiem, że wolisz ją.- dziewczyna zapłakała i uklękła/
-Ona mnie nienawidzi. Nie wybaczy mi.- odpowiedział zza rąk Florian. Nawet nie zwrócili na mnie uwagi. W tym momencie przyszedł SMS. To od Kiśla. "Zaręczyny z Ari. Najukochańszym słoneczkiem" i dołączone zdjecie pierścionka. No nie, nie! Za dużo na raz. To chyba jakiś żart. Bo to jest żart, lel. To ja- Miśka. Nie wiem czy wiecie ale dzis pierwszy kwietnia. Więc: prima aprlis moje zioomki. Nie mogłam sie powstrzymać, musiałam napisać taki rozdział. I jak? Zorientowaliście się od razu, że to troll czy dopiero teraz? W każdym razie: ten rozdział nie wnosi nic do fabuły, nie bierzcie go w ogóle pod uwagę. To taki heheszek z mojej strony.



♥♥♥
Więc mamy supi rozdział 28 XD Nie mogę z tego. Jak Wam się podobał? :P
No. XD To życzę Wam wesołego Alleluja czy czegoś :D Nie wiem czy będą rozdziały na Święta, zobaczymy. Uprzedzam pytania: nie wiem jak z tym będzie, nie pytajcie się mnie :P
Tutaj możecie mi pożyczyć supi Świat Ask i takie tam :P
I zachęcam do żywego komentowania :D

Cieplutkie pozdróweczki i smacznego jajka
Miśka