poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 9

-Emilka, stój. Ciśś..- zatrzymałam przyjaciółkę.
-Co? Co jest?
-Cicho. Zobacz kto tam idzie- wskazałam na Jaśka i Olę.
-Ej, a po co ty się chowasz? Nie wolno ci już z domu wyjść?- zakpiła Emilka.
-No.. W sumie to masz rację.
-Ja zawsze mam rację. Chodź i nie wydziwiaj. -złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła. Śmiejąc się poszłyśmy dalej a Olka z Jaśkiem i tak nie zwrócili na nas uwagi. Gdy weszłyśmy do kawiarni zamówiłyśmy sobie gorącą czekoladę i po kawałku ciasta. Wnętrze kafejki było przyjemne i ciepłe. Wszędzie stały stoły i krzesła, do puf i dużych poduszek były mniejsze stoliki. Wszędzie było pełno świeżych kwiatów, pachnących świeczek, zdjęć i mniejszych poduszek.W tle słychać było gwar rozmów i muzykę. Przy barze ludzie pili kawę i herbatę, wieczorem odbywały się tu koncerty i czasem potańcówki. Wtedy chowano wszystkie stoły pod ściany i było tu bardzo dużo miejsca i ludzi. Gdy piłyśmy czekoladę Emi zapytała:
-Co jest? Znów Olka, prawda?- pokiwałam twierdząco głową upijając łyk ciepłego napoju. Nie chcę jej martwić, to bez sensu, tylko się zdenerwuje.
-Mów.- Emilka rozsiadła się wygodniej na poduszce przygotowując się do mojej dłuższej wypowiedzi. Wiedziałam, że nie mam co unikać odpowiedzi bo to i tak nic nie da. Opowiedziałam przyjaciółce co się wczoraj stało. Zaczynając od incydentu pod szafkami, poprzez wizytę w gabinecie dyrektora aż do ciosu wymierzonego w mój policzek ze strony Olki. Emi oczywiście zaczęła się pieklić, że jak Olka tak może i, że dlaczego ja jej nie odpyskuję i, że dlaczego ja się daję tak traktować. Mnie by to już w ogóle nie ruszyło, kwestia przezwyczajenia. Gdyby nie tekst o mamie nic by się nie stało. Emila twierdziła również, że Olka jest zazdrosna o Jaśka. Według mnie to bez sensu bo ja za nim nie przepadam, staram się go unikać. Gadam z nim bo sam podchodzi a ja nie umiem kogoś tak o porostu olać. A nie powiem mu żeby się odczepił bo widziałam jego minę jak wczoraj stwierdziłam żeby się do mnie nie odzywał. I tak nie wziął tego na poważnie..

Poniedziałek

  Nie ćwiczę na WF, więc szkoda, że nie ma Emki. Teraz żałuję, że poszłam do szkoły. Za błędy się płaci bo Jasiek jest w szkole i też nie ćwiczy. Super. Przynajmniej nie zabierze mi telefonu. Usiadłam po drugiej stronie trybun specjalnie żeby się nie przyczepił i żeby nie narazić się Olce. No ale oczywiście MUSIAŁ się przysunąć.
-Siemka. Co tam u ciebie słychać ciekawego?- zagadnął.
-Nic.
-Nadal nie chcesz ze mną gadać, no nie?
-Mówiłam ci już wczoraj.- mruknęłam.
-No dobra.. To ja ci nie przeszkadzam..- wyraźnie posmutniał i odsunął się na drugi koniec ławki. Jejku, nie chcę żeby mu było przykro.. No ale muszę być twarda. Nie mogę tak się wszystkim dawać! Oglądałam jak grają w palanta. Było to dość nużące, wiec pomyślałam, że skoczę po szkicownik i coś sobie pokreślę.
-Proszę pana! Ja idę do szatni!- Krzyknęłam do wuefisty. I pobiegłam przez słabo oświetlony korytarz. Nie lubię tędy przechodzić, panuje tu półmrok i jest dużo drzwi, kojarzy mi się to z jakimś horrorem czy coś. Weszłam do damskiej szatni, podeszłam do mojej torby i zaczęłam grzebać w środku. Słodki Jezu nie ma! Jedna, druga kieszeń plecaka i nadal nic nie znalazłam. Wyrzuciłam wszystko z plecaka, zaczynałam się bać, zrobiło mi się zimno. Na ziemi leżało śniadanie, jakieś zeszyty, piórnik, podręczniki, zepsute długopisy. Ani śladu szkicownika. O Boże. Jak ktoś go znajdzie i przeczyta to koniec, umrę. Byle jak schowałam wszystko z powrotem do torby i musiałam wracać na salę. Gdy siedziałam na ławce dokładnie lustrowałam swoją pamięć. Co ja dziś robiłam? Zeszyt wyciągałam przed biologią ale na sto procent chowałam go do plecaka... Potem wyjęłam go na historię żeby zapisać datę sprawdzianu ale też go chowałam. A co jeśli ktoś mi go zabrał? A jeśli to Ola? Boże. Będzie wiedziała o mnie wszystko. Umrę. Zaczęłam się trząść.. to nie wróżyło nic dobrego... Na przerwach przeszukałam cała szkołę, łącznie ze stołówką na którą nie chodzę. Nic nie znalazłam. Poszłam zgłosić zaginiecie zeszytu do sekretariatu. Jeśli to Olka to już nie żyję.

Perspektywa Jaśka

Powoli szedłem korytarzem na fizykę. Miałem jakieś pięć minut, więc nie muszę się spieszyć. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zaczepi i będę miał spokój. Ola chyba jest w bibliotece ale dziewczyny zwłaszcza z młodszych klas nadal się nie przezwyczaiły do tego, że chodzę z nimi do szkoły. Podchodzą, mówią dwa słowa i uciekają chichrając się. Do tego chyba prześcigają się w liczbie podpisanych przeze mnie kartek.. Na początku mi to nie przeszkadzało ale teraz to się zrobiło trochę męczące i nudne. Sięgnąłem do plecaka aby wyjąć zeszyt od fizyki. No oczywiście. Zabrała mi go Ola, super. No trudno.. Ola ciągle powtarza, że Martyna jest zła i wredna i, że ją dręczy. Nie chce mi się w to wierzyć... Martyna jest taka cicha, gada tylko z Emilką i rysuje w tym swoim zeszycie. No i wręcz boi się Olki, nie chce przez nią ze mną gadać. Siedziałem na ławce i obserwowałem ludzi. Jakiś chłopak których chyba ma na imię Michał podniósł z między plecaków zeszyt i krzyknął:
-Ludzie czyje to?!- mógłby się przestać drzeć? Chwila! To jest zeszyt Martyny. Jakim cudem go zgubiła?
-Hej, mordo to moje! Dzięki, szukałem go!
-Nie ma sprawy, trzymaj.- wziąłem od niego przedmiot. muszę go jej oddać, na milion procent go szuka. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Weszliśmy do klasy i wściekła fizyczka żeby się wyżyć zaczęła pytać. Szkolny terror zawsze spoko. Jak ja tego nienawidzę! Maciek wysłał po klasie karteczkę z gotyckim napisem "Szkoła- Twój drugi dom" Trafione, nie powiem. Nauczycielka wzięła do tablicy Martynę... Dziewczyna dostała jedynkę bo kompletnie nie rozumiała tematu. Napisałem na kartce jak zrobić to zadanie z dopiskiem "Nie martw się nic nie czytałem!-Jaś" Włożyłem kartkę na pierwszą stronę notesu. Biedna Martyna, widziałem jej minę, była tak strasznie smutna ale wydaje mi się, że to to nie przez ocenę tylko przez brak zeszytu. W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę. Od razu podszedłem do Martyny.
-Wiem, że mamy nie gadać ale posłuchaj mnie.- dziewczyna tylko założyła słuchawki na uszy.
-Martyna, proszę!- złapałem ją za ramię.
-To ja cię proszę żebyś mnie zostawił.- jęknęła.
-Ale to jest ważne, ucieszysz się!
-Trudno, nie mogę z tobą gadać. Dobrze o tym wiesz.- odbiegła i schowała się w damskiej toalecie. No trudno oddam jej ten zeszyt później.
-Jasiuuu- zaćwierkała Ola.
-Tak?
-Skąd to maaasz? Martyna ci to dała?- tego już nie powiedziała tak słodko.
-Nie, znalazłem to. Chcę jej to oddać bo... Ej, czekaj nie otwieraj tego!
-Czemuuu?- zrobiła smutną minkę.
-No przecież to jest Martyny.
-Ale teraz my to mamy.- zaśmiała się i znów zaczęła odpinać klamerkę,
-Ola! No co ty, Martyna nigdy nikomu tego nie pokazuje, więc wątpię żeby chciała żebyś to czytała..- oddała mi zeszyt i odwróciła się na pięcie zarzucając blond włosami.
-Przemyśl to. Jeśli jednak wolisz mnie to przyjdź.- fuknęła i strzeliła focha. No i co ja mam teraz zrobić? Jak jej tego nie pokażę to się obrazi.. Muszę za nią iść. Sam nie wiem...



♥♥♥
Skończony rozdział dziewiąty. Zbliżamy się do okrągłej liczby xD Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba Zioomki ;) (I, że jest wystarczająco długi xD)
Żarty żartami ale chciałam Wam podziękować za 3000 tysięcy wyświetleń :D W każdym poście Wam za coś dziękuję. No cóż, możecie się tylko cieszyć :) Mam nadzieję, że zakładki (strony, jak zwał tak zwał) się Wam podobają i w ogóle, że coś wnoszą na bloga :) Tak jak zwykle zapraszam Was na mojego aska Ask i do komentowania bloga :D
PS! Tu macie e-mail na który możecie pisać (Dominika mi kazała!) : ThanksThatYouAreBlog@interia.pl

Cieplutko Was pozdrawiam
Miśka

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 8

Perspektywa Jaśka

  Nie wiem sam. Nie powinienem do niej przychodzić. Zwłaszcza teraz... Wejść czy nie wejść? Martwię się o nią... A jeśli coś sobie zrobi? Nie znam jej przecież na tyle dobrze, żeby stwierdzić do czego jest zdolna... Moja ręka dotknęła klamki w bramce. Musze uszanować to, że nie chce ze mną gadać. Wejść czy nie wejść? Nie, nie mogę. A jeśli coś się jej stanie? Wchodzę. Nie mogę. Oli by się to nie spodobało... Nie mogę z uwagi na Olę i na Martynę. Nieee, nie mogę do niej przyjść. Wracam do domu. Czy może jednak? Nie. Szybkim krokiem odszedłem, starając się nie myśleć. Załamana dziewczyna to nie obliczalna dziewczyna. A Martyna jest taka wrażliwa! Muszę tam pójść! Nie mogę, koniec i kropka.
  Wszedłem do przedpokoju, w domu było pusto. Powitał mnie mój pies, pogłaskałem czworonoga po głowie i od razu nasypałem mu żarcie do miski. Powlekłem się do swojego pokoju, rzuciłem się na łóżko. Powinienem posprzątać w pokoju. Ja wale! Ciekawe jak się trzyma Martyna, szkoda, że nie mogę o tym pogadać z Olą. Na pewno by mnie zrozumiała, może by się coś zmieniło? Wstałem z łóżka i sprawdziłem co słychać u mojego żółwia-Tadeusza. W sumie to mógłbym w coś pograć... To nie normalne ale mi się nie chce, chyba serio źle ze mną. Ja wale. Zacząłem zbierać papierki, puste butelki, ciuchy i inne rzeczy nieznanego pochodzenia z podłogi, biurka i szafek. Nagle zadzwonił telefon. A co jeśli to Martyna?! Wypuściłem wyzbieranie śmieci z rąk i rzuciłem się na łóżko po komórkę, spojrzałem na ekran: Kiślu... z ociąganiem odebrałem.
-Hej Kiślu, co jest?
-Elo ziom, wybieram cię do Maka, może po ciebie podejść? - Kiślu to mój kumpel, ciągle coś je, nie dam się w to wplątać!
-Sorry mordo, nie dam rady. Źle się czuję, nie mam na nic siły.
-Coś dobrego na pewno cię pokrzepi!- skąd ja wiedziałem, że powie coś takiego?
-Nie, sorry na serio nie dam rady.
-Eh, no dobra jak coś to daj zna.
-Siema mordo.
-Elo.- rzuciłem telefon na łóżko ale odbił się od poduszki i spadł na podłogę. Ja wale.

Perspektywa Martyny

  Mamo, dlaczego cię tu nie ma? Proszę wróć. Proszę... Tak bardzo mi ciebie brakuje! Czemu mnie zostawiłaś? Olka ma rację! Ona ma rację. Nie kochałaś mnie, gdybyś mnie kochała walczyłabyś. Jezu, o czym ja myślę! To nie jest wina mojej matki. Usłyszałam ciche otwieranie drzwi.
-Wyjdź. Proszę, zostawcie mnie samą.- zakrztusiłam się płaczem
-Ale Martynko...
-Idź sobie!- krzyknęłam, łkając Drzwi cicho się zamknęły. Podeszłam do łóżka i wyciągnęłam karton schowany za innymi pudełkami. To karton z rzeczami mojej mamy, nadal było czuć jej słodki, delikatny po latach wymieszany z kurzem zapach. Wyciągnęłam pierwszą z brzegu rzecz, padło na szalik. Przytuliłam się do delikatnej tkaniny. Tyle wspomnień wróciło. Mama miała go na sobie gdy poszła do szpitala, zbierałyśmy wtedy liście i robiłyśmy z nich bukiety. Tydzień później okazało się, ze jest chora. wtuliłam się mocnej w materiał, ogarnęła mnie fala jeszcze silniejszego smutku. Czemu zmarła? Tyle ludzi żyje z nowotworami! Dlaczego mnie zostawiła? Nadal jej potrzebuję! Krzyknęłam w poduszkę, zawinęłam się w koc i nadal wtulona w szalik mamy, zmęczona płaczem zasnęłam.

Kolejny dzień

  Wstałam koło jedenastej. Nadal byłam zmęczona wczorajszą nocą, Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro, nadal miałam spuchniętą twarz. Super. Wzięłam gorący prysznic po czym oblałam się zimną wodą, całkowicie mnie to orzeźwiło. Muszę patrzeć na pozytywy! Dziś mam zrobić sobie tatuaż z Emilką która ma przyjść za... Niecałe dwadzieścia minut! Szybko się ubrałam i zjadłam śniadanie, ogarniałam po wczorajszym w pokoju gdy usłyszałam kroki na schodach. To na pewno ona.
-Hej przyjacielu!- Emi wpadła do pokoju jak burza.
-Hej, to jak? Chyba musimy już lecieć, co nie?
-Musimy! I lecimy! Boisz się? Ja trochę!
-Ja też! Ale nie martw się na pewno będzie fajnie!- powiedziałam tacie, że już wychodzimy i, że idziemy do miasta połazić. Nie była to do końca prawda... Szłyśmy do znajomej tatuażystki która zgodziła się nas wydzierać.. No cóż, cel uświęca środki.. Nie wiem co na to rodzice Emi ale mój tata zapewne będzie zły. Olimpia mnie poratuje, jak zawsze. Może nawet nie zauważą? Nie ma ich w domu całymi dniami.
  Gdy dotarłyśmy do studia powitała nas młoda dziewczyna, mniej więcej w wieku Olimpii.
-Hej laski! Ja jestem Iza, wy to pewnie Martyna i Emilia? Tylko powiedzcie która jest która!- pod koniec zaśmiała się perliście
-Ja jestem Emilka a to jest Martyna- przyjaciółka wskazała na mnie. Iza pogadała trochę, że tatuaż to decyzja na całe życie i, że tego się już nie da zmyć. My z Emi potakiwałyśmy, że tak, że wiemy i, że na pewno nam się nie znudzi. potem pokazała nam sprzęt którym wykona nam tatuaż. My pokazałyśmy jej wzór, omówiłyśmy go i rzucałyśmy monetą na "która pierwsza idzie pod igłę" Wypadło na Emilkę która trochę zbladła ale była bardzo dzielna.Potem przyszła moja kolej. Miałyśmy ten sam wzór na biodrze po lewej stronie. Po chwili skondensowanych ukłuć miałam wytatuowaną czarną, runę! Bałam się bardzo, że będzie potwornie boleć ale nie było tak źle. Powiem więcej! Było super! Iza powiedziała nam jak mamy dbać o dziarę i, że jak tylko coś będzie się działo mamy od razu do niej przyjść. Pozaklejała nam nasze tatuaże, wręczyła nam karteczki z informacjami o higienie  i dbaniu o tatuaż w pierwszych tygodniach oraz numerem telefonu. Zapłaciłyśmy i serdecznie się pożegnałyśmy. Poszłyśmy z Emilką do naszej ulubionej kawiarni na gorącą czekoladę i "coś dobrego" aby uczcić dzisiejsze zdarzenie. Skręcając w uliczkę na której mieściła się kawiarnia zobaczyłyśmy Jaśka idącego za rękę z Olą.



♥♥♥
Oto rozdział ósmy :D Mam nadzieję, że nie jest za krótki xD I, że się Wam podobał!
Zapraszam na aska: Klik! Oraz do komentowania bloga! :D
Cieplutkie pozdróweczki i takie tam, 
Miśka

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 7

Perspektywa Jaśka

  Starałem się zrozumieć co się właśnie stało. Dotknąłem jej policzka, wszystko działo się tak szybko...  Poczułem jej ręce na swoich ramionach, swoje dłonie wplotłem w jej długie, śliczne włosy które miały leciutki kwiatowy zapach. Popatrzyliśmy się na siebie, jej palec musnął mój policzek. Ten pocałunek był inny niż wszystkie... Był taki.. brakowało mi słowa. Zawsze to ja musiałem zaczynać a tym razem to dziewczyna była pierwsza, bardzo mi się to podobało.. Odsunęliśmy się od siebie.
-Na prawdę mi się podobasz, Jaś.- powiedziała Ola. Nic nie odpowiadając mocno ją przytuliłem.

Perspektywa Martyny
Kolejny dzień

  Gdy rano jadłam na śniadanie kanapkę z dżemem poziomkowym Olimpia krzyknęła z przedpokoju
-Ruda! Pospiesz się, Jan na ciebie czeka!- jak to na mnie czeka?! Przecież ja jestem jeszcze w piżamie!
-Hej Martyna, fajna piżamka!- zaśmiał się i puścił do mnie oczko.
Chwila, już się przebieram, moment!- musiałam być cała czerwona. Wrzuciłam szybko talerz do zlewu i pomknęłam na górę. Usłyszałam śmiech Jaśka. Ten to ma pomysły! Szybko zarzuciłam na siebie białą koszulkę, czarna bluzę i czarne spodnie, zbiegłam na dół związując po drodze włosy w kucyk. Olimpia powiedziała, że nas podwiezie do szkoły bo na pewno się spóźnimy. W samochodzie Jasiek strasznie się kręcił i zerkał na mnie co chwilę. Nie wiem co mu się stało, on jest jakiś nadpobudliwy. Gdy wyszliśmy z auta zatrzymał mnie i wydukał:
-Słuchaj, ja muszę ci coś powiedzieć...- wtem usłyszeliśmy śpiewny głos:
-Jasiuuu! Poczekaj na mnie!- Janek nerwowo zagryzł wargę, odwróciliśmy się. Podbiegła do nas Olka.
-Hej Jasiu, kochanie!- o co chodzi? Czy ona go nazwała "Kochaniem"? Olka uwiesiła się mu na szyi i tak po prostu pocałowała. Przytulili się a Jasiek spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, Ola złapała go za rękę. i pociągnęła za sobą do budynku. Chłopak ruchem głowy zachęcił mnie abym poszła z nimi. Ja jednak stałam jak wryta. Co się przed chwila stało? Aha. CO ona zrobiła? A Jasiek. Aha, no spoko. Co to było?! Zadzwonił dzwonek, wiec musiałam się ruszyć. Gdy byłam już w klasie Jaś zapytał mnie czy wszystko ok. Nie mogłam ochłonąć. Co to było!? Ej, ale żeby on sobie nie pomyślał, że ja coś do niego czuję.. Fakt, że już jest z Olką nieco mnie zaskoczył, dlatego tak dziwnie się zachowuję, Przez kolejne lekcje wraz z Emilką po cichu śmiałyśmy się z Oli. Emi uważa, że ona jest z nim tylko dlatego, że większość dziewczyn jej tego zazdrości. Jednak nie mogłyśmy rozszyfrować Jasia. Myślałam, że jest inny niż większość "obłapiaczy" Olki i, że nie da się tak łatwo omamić. No cóż... Ola z Emilką zawsze rywalizowały w zdobywaniu chłopaków. Różnica jest w tym, że Emi ma swoje resztki godności i zasady których nigdy nie złamie a Ola niestety nie.
  Nadeszła lekcja historii. Musiałam na niej siedzieć z Olą, nauczycielka nas tak usadziła. W pewnym momencie Olka wysyczała do mnie:
- I jak? Masz ból? Zazdro cię skręca, co?- ona myśli, że zależy mi na Janku i, że jestem zazdrosna. No spoko.
-Sorry, nie jestem tobą.- odgryzłam się z uśmiechem.
-Panienki proszę o ciszę!- upomniała nas historyczka.
  Po ostatniej lekcji poszłam do szafki aby zabrać swoje rzeczy. Gdy wyjmowałam mój strój od WF podeszła do mnie Ola.
-Co taka smutna minka? Jasiu cię nie zauważył? No tak, kocha mnie!
-Serio myślisz, że to jest miłość? Znacie się kilka dni!- zaśmiałam się, fukając
-To jest miłość od pierwszego wejrzenia! Z resztą, co ty wiesz o miłości!?
-Tak się składa, że wiem więcej niż myślisz.- zaczęłam się irytować. Czego ona chce?
-Niby od kogo? Od chłopaka, którego nie masz? A może od mamusi? Ach, no tak! Twoja mamusia nie żyje, więc cię nie kocha.- wtedy coś we mnie pękło. Uderzyłam ją w twarz. Olka jakby nie zrozumiała co się stało. Na jej policzku odcisnął się czerwony ślad mojej dłoni. Rozpłakałam się, kilka sekund później usłyszałam krzyk:
-Co wy robicie!? Natychmiast do mnie! Obie! Idziemy do dyrektora, już!- twarz historyczki pulsowała. Olka mruknęła:
-Głupia suka.
-A ja Martyna.- syknęłam
-Jesteś z siebie zadowolona?
-W sumie to tak.- podeszłyśmy do nauczycielki. Znów prawie się rozpłakałam. Jak ona mogła? Usiadłyśmy przed gabinetem dyrektora. Po około dwudziestu minutach przyjechali nasi rodzice. Ciekawe czy wyrzucą mnie ze szkoły? U nas strasznie tępią przemoc, zwłaszcza fizyczną. Mój ojciec mnie zabije! Nawet Olimpia mi nie pomorze. Czemu jestem taka impulsywna? Boże, jaka ona jest okropna. W sumie ma rację...
-Wchodźcie- warknęła historyczka. Dyrektor wysłuchał i mnie i Oli. W gabinecie była też pani pedagog która potem rozmawiała osobno z każdą z nas. Gdy powiedziałam co wykrzyczała do mnie Olka twarz mojego ojca zaczerwieniła się, ale gdy na mnie spojrzał złagodniała. Znów zostałyśmy poproszone o wyjście z sekretariatu. Olka chciała mnie zabić wzrokiem, zaczęła mnie wyzywać pod nosem.
-Możesz się już zamknąć?
-Nie!- prawie krzyknęła.
-Uspokój się, to ja mam problem nie ty.
-Bardzo dobrze! Jesteś głupią szmatą bez matki, zasłużyłaś!- prawie znów ją uderzyłam, krew się we mnie gotowała, ale tylko się rozpłakałam.
-Oj, bidulko, sierotko malutka, nie płakuniaj już...
-ZAMKNIJ SIĘ!- wrzasnęłam.
-Nie drzyj się na mnie!- poczułam jej rękę na swojej twarzy, przewróciłam się. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Minęły kolejne ułamki sekund, ślad na moim policzku dotkliwie mnie piekł.

Perspektywa Jaśka

  Usłyszałem krzyk Martyny, szybko pobiegłem za głosem który dochodził z pod sekretariatu. Zobaczyłem już tylko Olę uderzającą Martynę w twarz i osłupiałą panią pedagog, kazała Oli iść do swojego gabinetu, potem podeszła do Martyny.
-Co się stało?
-Nic.
-No cóż. Aleksandra cię sprowokowała, więc złagodzimy konsekwencje. I jeszcze to co się stało przed chwilą...
-Czy mogę już wrócić do domu?
-Tata zabrał już twoje rzeczy. Idź już do domu.- pedagoczka uśmiechnęła się ciepło.
-Do widzenia.- mruknęła Martyna przez łzy i zbiegła ze schodów. Szybko pobiegłem za nią, wyszedłem przez drzwi przed budynek. Dziewczyna szła i płakała. Matko, czemu one się tak pokłóciły? Czemu Ola ją uderzyła?
-Martynko co się stało? Czemu Olka się tak zachowuje?
-Już się do poniżania przezwycziłam, więc luz.- nawet nie zwróciła uwagi, że wymsknęło mi się "Martynko"
-Nie mów tak. Pogadam z nią i...
-Nic jej nie mów. Nie powinnam z tobą rozmawiać, zostaw mnie samą.- odbiegła płacząc. Mimo to poszedłem za nią. Po chwili stanąłem przed jej bramką. Wejść czy nie wejść?



♥♥♥
Proszę bardzo: siódmy rozdział :) Mam nadzieję, że Wam się podoba :D
Zapraszam na mojego aska  Ask :D Oraz do komentowania :)

Pozdróweczki
Miśka

środa, 4 marca 2015

Rozdział 6

  Głos Jasia wyrwał mnie z zamyślenia. Kiwnęłam do niego głową i wyszliśmy z pokoju. Schodząc ze schodów usłyszeliśmy głos taty:
-Twój kolega już idzie?
-Noom- mruknęłam nieco zniechęcona ich wcześniejszym zachowaniem.
-Tak proszę pana. Muszę już iść, ale bardzo dziękuję, że mogłem tu przyjść. Do widzenia.- Jasiek stanął w progu,
-Trzymaj się, do widzenia- kiwnął głową Tata i wyszedł przez taras, zapewne do kanarków.
-Dzięki za lekcje- powiedziałam powoli zamykając drzwi.
-Nie ma za co! To cześć Martynko.
-Nie nauczysz się?
-Nie.- uśmiechnął się ta taki "swój" chytry sposób. Patrzyłam jak wychodzi za bramkę, jednak po chwili zniknął mi z oczu. Śmieszne, że na co dzień ciągle go ktoś zaczepia i jest wyluzowany a jak miał gadać z moim tatą to się zestresował. Zamknęłam drzwi, odgarnęłam włosy do tyłu i krzyknęłam w mieszkanie
-Byliście BARDZO zabawni, na prawdę!- po czym pobiegłam na górę, do swojego pokoju.        
  Trzasnęłam drzwiami, niech wiedzą, że jestem zła! Nie mogą mnie tak wyśmiewać! Starałam cię uspokoić. Czemu oni tak robią!? Jestem zbyt nerwowa. Spokojnie... Zaczęłam "łamać" sobie palce. Zerknęłam na telefon, sama nie wiem poco, przecież i tak nikt do mnie nie pisze. No, może poza Emilką ale ona teraz ma lekcje śpiewu, wiec na pewno nie zadzwoni. Założyłam rozciągnięty, beżowy sweterek bo było mi zimno ale nadal byłam zła. Pomaluję to mnie z reguły uspokaja, wiec sięgnęłam po farbki,  dużą, twardą kartkę i pędzelki. Przyczepiłam papier do sztalugi, wylałam niebieską, zieloną i białą farbkę na paletkę którą po chwili odłożyłam bo przypomniałam sobie, że nie mam wody. Złapałam za 3 mocno poplamione farbką kubeczki i pobiegłam do łazienki po letnią wodę. Wrzuciłam do wody pędzelki aby zrobiły się mięciutkie, odczekałam chwilę i zaczęłam malować. Z dziką zawziętością mieszałam kolory farb i robiłam wściekłe ruchy pędzlem, nie malowałam nic konkretnego. Efekt był całkiem ciekawy: kolory które obrazują spokój zostały wykorzystane do malowania z wściekłości. Pozostawiłam skończony malunek do wyschnięcia a sama poszłam domywać ręce i pędzle. Byłam brudna z farby aż do łokci, nawet twarz oberwała kilkoma kreskami niebieskiej barwy. Gdy udało mi się wszystko zmyć z siebie i pędzli zadzwonił telefon. To Emi, więc szybko odebrałam.
-Hej Martyna! Jak tam u ciebie?
-A nic maluję sobie. A ty skończyłaś już lekcję? Fajnie było?- nie przywitałam się, no trudno
-Aaa, jak zwykle, nic nowego. Właśnie wracam do domku. A tak w ogóle to chcesz pierwszą lekcję do spisania czy olewasz?
-Jasiek u mnie był i dał mi histę..- mruknęłam.
-Cooooo!?- wrzasnęła do słuchawki.
-Kobieto nie drzyj się tak! I tak, był u mnie. Przyszedł żeby mnie przeprosić i dał mi lekcje.
-To miło z jego strony, no nie? Mówiłam ci, że cie lubi.- ucieszyła się.
-Taa. Wszystko spoko, tylko tata z Olimpią myślą, że jesteśmy razem.
-Achacha! To super, świetnie! Prawda?- zaśmiała się perliście.
-Ta, idealnie. A ty jesteś jeszcze z Kubą?
-Nie. Uznałam, że to nie ma sensu. Wybacz ale już jestem pod domem i muszę kończyć.
-No to pa!
-Trzymaj się!- i  się rozłączyłyśmy. Tak dla wyjaśnienia: Emilka zawsze szybko zmieniała chłopaków. Dobrze, że mnie się trzyma już kilka dobrych lat bo nie zamieniłabym jej na nikogo innego.

Perspektywa Jasia

  Wracając od Martyny szedłem żwirową drogą pod adres wskazany przez Olę. Zaprosiła mnie do siebie bo mówiła, że chce ze mną pogadać. Mam nadzieję, że u niej wszystko w porządku. Jeśli nie postaram się zrobić wszystko żeby jej pomóc... O, jest! 36A. Zadzwoniłem dzwonkiem ale chyba nie działał wobec tego pchnąłem bramkę. Łatwo się otworzyła więc wszedłem po czym przemierzyłem krótki wybrukowany odcinek między bramką a drzwiami wejściowymi i zapukałem. Po chwili usłyszałem przekręcający się zamek i w drzwiach stanęła Ola.
-Siemanko Jaś! Wejdź.- przytuliła mnie, uśmiechając się do siebie.
-Ymm... No hej Ola.- odwzajemniłem uścisk po czym zdjąłem buty które ustawiłem na półeczkę wskazaną przez Olę. Miała na sobie króciutkie, dżinsowe spodenki i białą bluzkę na ramiączkach. Całkiem fajnie wyglądała,
-Chodź do salonu, usiądź sobie jak chcesz. Kawki? Herbatki? Może soku albo wody?
-Cokolwiek.- usłyszałem dźwięk obijanego szkła a zaraz potem "Kurde!" Po chwili Ola przyszła z dwoma szklankami soku pomarańczowego. Siedzieliśmy w jasnym salonie na szarej kanapie a przed nami stał biały stolik do kawy z wazonikiem w którym były trzeciej świeżości kwiatki.
-Co tam u ciebie słychać?- zagadnęła.
-A nic ciekawego.- nie wspominałem o Martynie bo Ola jej nie lubi...
-A u ciebie?- dodałem
-U mnie super! Hah.. nikogo nie ma w domu. No, może poza tobą ale ty mi bardzo pasujesz.- uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Haha, dzięki! Ej, chciałaś mi coś powiedzieć, co nie?
-Tak, ale przy okazji najpierw się o coś zapytam, ok? Podobam ci się?- zaskoczyła mnie tym pytaniem. Ale tak, jest na prawdę ładna.
-Noo tak, bardzo mi się podobasz.
-O, miło!- dostrzegłem w jej oczach błysk. Odstawiła swoją szklankę na stolik, wyjęła mi mój napój z dłoni który również odłożyła i siadając przysunęła się bliżej mnie. nagle zrobiło mi się przyjemnie ciepło. Ola popatrzyła się na mnie swoimi szarymi oczami jakby się nad czymś zastanawiając. Przysunęła się do mnie jeszcze trochę po czym szepnęła
-Wiesz, ty też mi się bardzo podobasz...- co ona powiedziała? O Boże! O Boże! Podobam się jej. Spojrzałem na nią, ona również się na mnie popatrzyła. Jej wzrok przesunął się na moje usta a potem znów na oczy. Uśmiechnęła się i tak po prostu mnie pocałowała.



♥♥♥
Proszę bardzo! Rozdział szósty :D Mam nadzieję, że się Wam podoba i, że nie do końca się tego spodziewaliście XD (jestem szczera!) Poza tym zapraszam na mojego aska: Mój cudowny ask gdzie możecie zadawać mi pytania i inne takie. Zapraszam Was również do komentowania i czytania wcześniejszych rozdziałów (jeśli ktoś ich nie czytał albo pragnie je sobie odświeżyć)

Pozdrawiam cieplutko
Miśka

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 5

-No ty sobie chyba żartujesz! Co ty tu robisz!? Idź sobie! Jesteś złośliwy! Nie chcę cię widzieć!- krzyknęłam do Janka
-Martynko, posłuchaj...
-NIE będę cię słuchać! Nie mów do mnie Martynko!- próbowałam zamknąć drzwi ale chłopak był silniejszy. Wszedł do domu i zamknął drzwi na klucz.
-To jest napaść! Poza tym! Wiesz, że stąd są jeszcze dwa wyjścia?!
-O, nie wiedziałem. Martyna proszę, posłuchaj mnie...
-Nie chcę cię słuchać!- machałam rękami próbując go wypchnąć
-Proszę, uspokój się..
-Nie uspokoję się!- wtedy złapał mnie za ramiona i lekko podniósł do góry
-PUSZCZAJ mnie!- wrzasnęłam, zaczęłam się wić usiłując się wyrwać, podrapałam go paznokciami po rękach. Jasiek dalej wytrwale trzymał mnie w górze powtarzając, że mam się uspokoić. Nie sądziłam, że jest aż tak silny. Po chwili zmęczyłam się wściekłością, uspokoiłam a Jasiek westchnąwszy powiedział:
-To jak? Lepiej ci? Pogadamy>
-Tak, tak. Ale już mnie puść, błagam.- jęknęłam. Jaś delikatnie postawił mnie na podłodze, odgarnął włosy i podwinięte rękawy koszulki. Przeszliśmy przez korytarz, chłopak otworzył mi drzwi. Zrobiło mi się miło, nigdy żaden chłopak nie otworzył mi drzwi. No, może poza moim tatą. Usiedliśmy w kuchni przy dużym, szklanym stole.
-Masz fajnie mieszkanie.
-Dzięki...?
-Dobra. Eeh, Martynko, bez owi...
-Tylko nie Martynko- warknęłam
-Ok, przepraszam. I za zdrobnienie i za to wszystko. W szczególności za WF. Nie rozumiem jednego: co cię tak zirytowało? Przecież to były tylko żarty! W żadnym wypadku nie chciałem być złośliwy, tym bardziej nie chciałem żeby ci było przykro. Powiedz mi o co chodzi..- mówił Jaś. Chyba serio nie chciał, miał taki dziwny głos.
-To nie chodzi tylko o ten głupi WF!
-A o co jeszcze?- zadziwił się.
-No... No... No właśnie nie wiem. Po prostu, jakoś tak mnie irytujesz...- westchnęłam. Głupio mi, że nie potrafię się określić. Nigdy nie umiałam i zawsze było mi głupio. No cóż...
-No ok. Nie wnikam. W każdym bądź razie zgoda? Proszę..?- posłał mi ciepły uśmiech.
-Zgoda.- odpowiedziałam tym samym.  Nagle do kuchni wszedł tata z Olimpią, kompletnie ich nie słyszałam jak otwierali drzwi do domu.
-No, no, no! Witam kawalerze, hej Martynko.- zaśmiał się tata.
-Wow! W końcu sobie znalazłaś chłopaka. W sumie, jest całkiem, całkiem.- dopowiedziała Olimpia.
-Błagam was! Tato proszę cię.. Tak w ogóle: to jest Jasiek.- wskazałam na niego ręką.
-Yyy... Tak... Yyy.. Jestem Jan, bardzo mi miło.- podał rękę mojemu ojcu.
-Witaj Janie.
-Janie, tylko nie zrań naszej córki.- wtedy uderzyłam dłonią w czoło.
-Oli! My ze sobą NIE jesteśmy!- pisnęłam
-Jasne, jasne! Wmawiaj sobie!
-Tłumacz się, tłumacz, ja i tak wiem swoje!- Olimpia płakała ze śmiechu.
-Ale ja tylko przyszedłem dać lekcje Martynie...- nieśmiało wtrącił Jasiek
-No dobra. To idźcie na górę.- powiedział tata
-To tak TO się teraz nazywa.- Znów zaśmiała się Oli
-OLIMPIA! Mam cię nazywać moją macochą? Albo przejść na "pani"
-Nie, nie trzeba.- odrzekła, nadal się śmiejąc.
-Chodźmy stąd Jasiek bo TO się jeszcze na nas przeniesie.- zostawiliśmy wijących się ze śmiechu rodziców samych w kuchni i poszliśmy do mojego pokoju.
-Eeh... Jasiek przepraszam cię za nich- mruknęłam zamykając drzwi.
-Nikt  poza Emilką nigdy mnie nie odwiedza, wiec nie są przyzwyczajeni...
-No coś ty! Nic się nie stało, luzik.
-Wiesz... Oni są... trochę dziwni. Ale na prawdę cudowni! Może momentami trochę zbyt irytujący i dziwni ale kochani i...
-Dobrze Martynko, widzę.- uśmiechnął się ukazując aparat ortodontyczny. A ja stwierdziłam, że chyba skończę go uczyć alby nie mówił do mnie "Martynka" bo to i tak nie ma sensu..
  Usiedliśmy w wykuszu. Ja przepisywałam historię z zeszytu Jaśka, ciężko było mi się rozczytać bo strasznie bazgrze, ale cóż. Jasiek oglądał moje rysunki, ryciny i inne artystyczne wytwory. Z niektórych się śmiał, niektóre na prawdę mu się podobały, Znalazł w śród nich portret mojej mamy narysowany ołówkiem.
-To ty?
-Dzięki. Nie, to moja mama.
-A Olimpia?
-To moja macocha. Mama nie żyje, zmarła kilka lat temu na nowotwór kości..
-Przykro mi. Przepraszam, że zapytałem..
-Skąd mogłeś wiedzieć? Mi też jest przykro..- Jaś próbował mnie przytulić.
-Hej, Jasiu oddychaj.- upomniałam go.
-Ach, no tak.. Sorry.- i siedzieliśmy kilka minut w ciszy.

Perspektywa Jasia

-Ach, no tak. Sorry.- "JASIEK idioto!" krzyczał mój mózg. "Znów zepsułeś, super". Miałem ochotę dać sobie w pysk. Ona myśli, że jej nie szanuję, super. "Na prawdę, brawo Jasiek. Popisałeś się!" dowalał mi jeszcze bardziej. Boże, to jakbym miał rozdwojenie jaźni. Już wolę siedzieć cicho. Obserwowałem ją, siedziała w kompletnym bezruchu. Przesunąłem wzrok na pokój. Beżowe, obklejone rysunkami ściany, białe łóżko z szarą pościelą i biała komoda. Plus wszędzie walające się suszone, herbaciane róże, rysunki, ołówki i pędzle. To wszystko dawało pokojowi dziwny i przytulny klimat. Nawet ciemna podłoga była pochlapana farbkami. Uroczo. W tym wszystkim była masa poduszek i jeden gruby zeszyt który bardzo mnie intrygował. Telefon zawibrował w mojej kieszeni i przypomniał mi o upływającym czasie.
-Martyna ja już muszę iść...



♥♥♥
Tada! 5 rozdział! Chciałam Wam bardzo podziękować za ponad tysiąc wyświetleń na blogu, wszystkie miłe słowa i komentarze. Starałam się aby ten post był dłuższy, mam nadzieję, ze choć trochę się poprawiłam! :D Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję!
Jeśli chcecie to komentujcie ziooomki! :P
Cieplutko pozdrawiam
Miśka

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 4

Dwa dni później

  Zadzwonił budzik ale ja odwróciłam się tylko na drugi bok. Trudno, idę na drugą lekcję, O Boże! Żeby mi się chciał tak, jak mi się nie che.. O, zła ja! I tak przespałam półtorej godziny. Obudziła mnie Olimpia. Trochę pomarudziła ale koniec końców napisała mi usprawiedliwienie. Spokojnie się ubrałam, zjadłam śniadanie i spakowałam się do szkoły. Gdy wreszcie wyszłam z domu byłam spóźniona nawet na drugą lekcję.

Perspektywa Jaśka

  Martyny nie było na pierwszej lekcji ale jakby tego było mało to spóźniła się też na drugą. No cóż, niech robi co chce.. Choć nie ukrywałem mojej dezaprobaty. Emilia z którą przyjaźni się Martyna mówiła mi, ze to taki jej zwyczaj i, że czasem zdarza jej się wagarować. Ola, gdy pokazywała mi przed lekcjami sale mówiła trochę o każdej osobie z klasy i też wspominała o takich poczynaniach Martyny. W sumie, po rozmowie z Olą mogę stwierdzić. że jest całkiem inteligentną i ciekawą osobą. No i ładną Ale staram się na to nie zwracać uwagi. Choć na prawdę jest ładna.. Szare, duże oczy, długie, proste, blond włosy, malinowe usta i długie aż po szyję nogi..

Perspektywa Martyny

  Gdy weszłam spóźniona na lekcję plastyki wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Nienawidzę tego. Niech patrzą się w swoje kartki a nie na mnie.
-Widzę, że księżniczka zdecydowała się nas odwiedzić.- zaskrzeczał Geniusz.
-No widzi pan...
-Czy łaskawie podasz mi powód twojego spóźnienia?
-Nie chciało mi się wstawać. Proszę tu jest usprawiedliwienie.-mówiąc to podałam mu świstek papieru podpisany przez Olimpię.
-Przynajmniej jesteś szczera królewno.. A zadanie domowe masz? -chciał mnie uziemić, on taki po prostu jest.
-Mam- mruknęłam grzebiąc w plecaku. Z satysfakcją podałam mu rysunek.
-Jak zwykle. Estetycznie i nieszablonowo.- uśmiechnął się i schował pracę do teczki po czym po prostu kontynuował lekcję. Wydaje mi się, że mimo wszystko lubi mnie za szczerość.
  Kolejne godziny minęły bez większych sensacji. No, może poza aferą na informatyce. jasiek udowodnił nauczycielce, że umie zrobić to samo tylko, że w lepszy i szybszy sposób a ona wysłała go do dyrektora za "bycie złośliwym i poniżanie nauczyciela". No cóż, chłopak się musi jeszcze wiele nauczyć.

Perspektywa Jaśka

  Co za głupie babsko! Chciałem tylko pomóc tej niedouczonej kobiecie a ona się na mnie wyżywa. Znając życie pokłóciła się z mężem, choć w sumie wątpię żeby ją ktoś chciał. Boże co to jest za szkoła! Jedni mogą sobie wagarować i się spóźniać na lekcje ale inni, biedni  i pokrzywdzeni są wysyłani do dyrektora za próbę pomocy. Jeszcze ten wzrok Martyny! J Rozbawiony i pełen satysfakcji a jednocześnie chyba była zła na panią od informatyki... Na szczęście Ola stanęła w mojej obronie. Dobrze, że mamy kogoś normalnego w klasie. Dyrektora nie było, więc wróciłem do sali. Gdy tłumaczyłem tej kobiecie, że dyrektora nie ma i, że to ona jest głupia a nie ja kłamliwy zadzwonił dzwonek. Chwila przerwy którą spędziłem na rozmowie z Olą i rozpoczął się WF. Ja nie ćwiczyłem bo gdy na basenie wchodziłem na słupek startowy jakiś idiota krzyknął, ja się wystraszyłem i spadłem dotkliwe rozdzierając sobie łydkę. Gdy siedziałem na trybunach wszyscy oddali mi swoje telefony, Nudziło mi się, więc w komórce Martyny zapisałem swój numer pod nazwą "Mój kochany Jaś <3" i zadzwoniłem do siebie aby mieć jej numer, Powiedziałem jej o tym pod koniec lekcji ale ona, nie wiedzieć czemu strasznie się zirytowała.

Perspektywa Martyny

Co za palant! Co on sobie wyobraża!? Tak bezczelnie bawi się moim telefonem i myśli, że ujdzie mu to na sucho! Gdy byliśmy w szatni Emilka starała się mnie uspokoić ale ten chłopak tak strasznie mnie denerwuje. Po skończonej lekcji szybko poszłam do szafki by odłożyć strój do ćwiczeń.
-Martynko, przepraszam ja nie chcia...- próbował przepraszać Jasiek
-Oj, weź daj sobie spokój!- na szczęście, zagadała go Olusia. Szybko wyszłam na podwórko by pożegnać się z Emilką
-Martyna nie przejmuj się tak nim! Na pewno nie chciał być złośliwy, przecież cię lubi. Chłopcy mają takie głupawe poczucie humoru.
-Ale nie grzebie się w swoich rzeczach! Tak się po prostu nie robi! No, kultury trochę! Ech, nie będę się denerwować, lecę. Pa Emka!
-Papa przyjacielu!- uścisnęłyśmy się i niespiesznie odjechałam na desce. Jesienne słońce muskało mnie po twarzy a wiatr jak zawsze plątał mi włosy. Sielanka była zbyt piękna aby mogła trwać długo. Nagle wołanie:
-Martyna! Poczekaj!- oczywiście to Jasiek. Super. Udałam, że go nie słyszę. Założyłam słuchawiki na uczy, włączyłam muzykę i przyspieszyłam. Gdy weszłam do domu jak zwykle powitał mnie Korek, wypuściłam czworonoga na dwór a sama zrobiłam sobie kisiel poziomkowy. Weszłam do pokoju i usiadłam na parapecie aby poczytać dary anioła. Zanurzona w lekturze i jedzeniu kiślu usłyszałam dzwonek do drzwi. Przestraszyłam się bo tata nie mówił, że ktoś do nas przyjdzie. Szybko zbiegłam na dół, odszukałam klucz i otworzyłam drzwi. Przed drzwiami stał Jasiek.



♥♥♥
No, to moi drodzy jest czwarty rozdział :) Ten jest nieco dłuższy od poprzedniego. Mam nadzieję, że się Wam spodobał :D Czekajcie na rozwiniecie akcji! Tymczasem dziękuję za przeczytanie.
Czytasz=komentujesz! Im więcej komentarzy pod postem tym szybciej pojawi się rozdział.
(Tak, tak. Wiem, że się nie specjalnie do tego nie stosuję xD)
Pozdrawiam cieplutko
Miśka

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 3

  Jadąc do domu zastanawiałam się jak będzie wyglądać nadchodzący rok szkolny. Mam leciutkie wrażenia, ze coś się zmieni. Skręcając w uliczkę prowadzącą do domu zauważyłam Jaśka gadającego z kimś przez telefon. Nie rozumiem tego entuzjazmu wywołanego jego osobą. Fajnie, że jest YouTuberem ale żeby chociaż znali jego charakter i wiedzieli jakim jest człowiekiem... A tak to bez sensu. Nie znają go w ogóle a uważają, że jest najcudowniejszy i najwspanialszy na świecie.
  Trąciłam biodrem bramkę i weszłam do ogrodu gdzie radośnie powitał mnie Korek. Rzuciłam mu piłkę aby odbiegł i dał mi spokojnie dojść do drzwi ale nie umiem dobrze rzucać, więc mój plan spełzł na niczym. Otworzyłam drzwi do domu, wpisałam kod aby rozbroić mieszkanie i rzuciłam torbę obok wieszaka. Nie zdejmując butów weszłam do kuchni i zobaczyłam na blacie karteczkę z treścią:
"Pojechaliśmy do opery. Wrócimy koło pierwszej, więc nie czekaj. Jak możesz sypnij kanarkom. ~Tata" 
To była prośba czy polecenie? Kanarki to pasja taty. Ma różne gatunki ptaków ale kanarki to jego ulubieńce. Wypiłam sok poziomkowo-malinowy i udałam się do ptaszarni. W ogrodzie jest zrobiona z drobnej siatki duża klatka. Częściowo obrośnięta bluszczem z rosnącymi w środku drzewkami brzozy dawała ptakom bezpieczeństwo jednocześnie odbierając im możliwość ucieczki. weszłam do klatki, wzięłam w garść trochę ptasiej karmy, wsypałam ją do karmnika i zapisałam godzinę karmienia. Obserwowałam jedzące ptaki gdy nagle w  mojej kieszeni zawibrował telefon. Kto mógłby do mnie pisać? To powiadomienie z Facebooka, Jasiek mnie zaprosił. Ciekawe, po co mu jestem w znajomych?No nic, żeby nie było, że go olewam zaakceptowałam zaproszenie i wróciłam przez taras do domu. Denerwuje mnie to, że zwraca na mnie uwagę. Ja mam swój poukładany życiorys a on ma swój. Może nie konieczne poukładany ale niech w nim zostanie i sobie żyje. Rozumiem, że jego sąsiadką i pierwszą znajomą ale niech uszanuje to, że go lubię tylko na odległość. 
  Gdy zdjęłam buty weszłam po schodach do swojego pokoju. Założyłam wygodniejsze ciuchy i zakolanówki. Podniosłam z łóżka koc i "Dary Anioła"- moją ulubioną książkę po czym wspięłam się na szeroki parapet w wykuszu okiennym. Owinięta kocem zaczęłam czytać. W przyszły weekend idę do siostry kolegi mojej kuzynki która wytatuuje mi runę na biodrze. Trochę się boję reakcji taty ale Olimpia na pewno mnie poprze. Tymczasem za oknem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już było widać pierwsze oznaki jesieni. Jest dopiero pierwszy września a już zaczęły spadać i żółknąć liście. Za domem Korek obwąchiwał grabie pozostawione poza szopą przez naszego ogrodnika. Dalej za ogrodzeniem widać było mały las do którego często chodziłam na spacery z korkiem. Przerwałam czytanie bo zobaczyłam, że już zaczyna się ściemniać, zapaliłam światło i sięgnęłam po plecak. Wyjęłam z niego mój zeszyt który jest jednocześnie moim pamiętnikiem i szkicownikiem. Jest bardzo gruby i oprawiony w brązową skórę. Zapina się na pasek z klamerka na której jest wygrawerowany mój inicjał. Dostałam go od mamy na urodziny, kilka miesięcy przed wykryciem jej choroby. Na pierwszej stronie jest wykaligrafowane ładnym, kobiecym pismem:

Dokądkolwiek pójdziesz, cokolwiek zrobisz,będę z Tobą
Gdziekolwiek się zwrócisz, cokolwiek powiesz,będę z Tobą...
Z Tobą.Ze swojej drogi zejdę,będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil, i najgorszej też,będę z Tobą
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu,będę z Tobą...
Z Tobą.
Na zawsze kochająca
Mama ♥ 
Napis zdążył wyblaknąć ale nadal jest czytelny. Wydaje mi się, że wtedy już wiedziała, że niedługo odejdzie...



♥♥♥
No to mamy 3 rozdział. Wybaczcie mi, że nie ma w nim wybuchów, pościgów i postrzelonych psychopatów. I, że nie jest jakoś bardzo długi. Ale obiecuję Wam, ze jutro pojawi się coś dłuższego i z większą ilością akcji. Mam nadzieję, że mimo to Wam się podobało! :)
Czytasz=Komentujesz! Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawią się posty! ;)

Cieplutko pozdrawiam
Miśka