sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 16 Sezon II

"-Co to za krzyki?- na dół zeszła zaspana Olimpia. 
-Dopiero wróciła do domu.- tata jak obrażone dziecko pokazał na mnie palcem. 
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?- macocha przeszyła mnie wzrokiem. 
-Może to, że nie chcę siedzieć sama? Że chcę mieć siebie kogoś bliskiego?- syknęłam rozgniewana.
-A z kim byłaś?- ojcu podniósł się głos, niedobrze. 
-Najpierw u mamy potem z Jaśkiem.- nie ma sensu kłamać. 
-Ach... Będziesz latać po nocy za chłopakami? Otóż nie, nie będziesz. Marsz na górę, masz szlaban do odwołania. I nie spotykasz się już z tym chłopakiem.- przyjął władczą pozę gdy przekręcił kluczyk w drzwiach. 
-Dom bez klamek? Musze chodzić do szkoły. 
-No i do szkoły chodzić będziesz. A poza tym nic. Zwłaszcza z Jaśkiem.
-Chyba śnisz.- zaśmiałam się i pobiegłam na górę. Jak będę chciała to wyjdę przez okno."


  Wściekła trzasnęłam drzwiami. Co to w ogóle ma być? Ojciec będzie mi mówił z kim mam być a z kim nie? Bo co? Bo może? Nie, nie może. Zrzuciłam z siebie koszulkę i spodnie, zadzwonił telefon. Szybko zgasiłam światło i opadłam na łóżko czując pod sobą nieogrzaną, rozwaloną pościel. Wygrzebałam komórkę spod poduszek i odebrałam.
-Jak tam? Widziałem przez okno, że żywo konwersowaliście.- gdy usłyszałam głos Janka poczułam, że moja złość odchodzi gdzieś daleko stąd. 
-Jestem uziemiona. Nie mogę się z tobą spotykać.- zapadła grobowa cisza. 
-Nie chcesz ze mą rozmawiać?
-Głupi chyba jesteś. On mi nie będzie pokazywał palcem co mam robić. A jeśli myśli, że się go w tej sprawie posłucham to jest bardzo zabawny.- powiedziałam chyba trochę za głośno
-No to weź mnie nie strasz. Ale nie narażaj się tacie, proszę.- mruknął do słuchawki. 
-Tak, tak.- odparłam szybko by zakończyć temat. Tata chce mnie zamknąć w domu. Dobrze. Tylko najpierw dam mu ku temu powód.
-A tak w ogóle to kto puścił rękę?- głos chłopaka przerwał moje rozmyślania.
-Co?- powiedziałam po sekundzie zdając sobie sprawę, że tak na prawdę to wiem co powiedział.
-Nie wiem. Samo jakoś tak wyszło chyba.- przełączyłam na głośnik aby ubrać jakąś koszulkę. Gdy już się ubrałam zawinęłam się w koc i położyłam telefon przy uchy by słuchać monologów Jasia aż do momentu, w którym zasnę.
  Obudziłam się kilka minut przed budzikiem, więc zdecydowałam się obrócić na drugi bok i jeszcze chwilkę pospać. Wdawało mi się, że zamknęłam oczy dosłownie na trzy minutki ale obudziłam się czterdzieści minut później. Właściwie nie obudziłam się sama ale przez tatę, który wyraźnie zły wpadł do mnie do pokoju
-Co ty jeszcze robisz w łóżku?! Wstawaj! Najpierw łazisz gdzieś po nocach a teraz myślisz, że nie pójdziesz do szkoły?! O nie, nie! Nie ma tak łatwo! Ja się muszę za ciebie zabrać! Co tak leżysz? No już, wstawaj!- krzyczał zabierając mi kołdrę. 
-No matko, już wstaję. O co ci chodzi? Zaspało mi się po prostu.- nie do końca dobrze odbierałam bo był ranek a on już na mnie wrzeszczy. 
-Zaspało ci się?! Niech ci się nie zasypia więcej! Ubieraj się szybko zawożę cię od dziś do szkoły.
-Ale ja zawsze chodzę do szkoły z Jankiem.- zirytowana usiadłam na łóżku. 
-Już mówiłem ci co myślę o twojej znajomości z nim. On cię psuje. Nie masz prawa z nim rozmawiać, więc powiedz mu, że do szkoły z nim nie idziesz.- podał mi mój telefon, spojrzałam na niego pytająco.
-No już, dzwoń.- syknął. Nie sądziłam, że potrafi być aż tak wredny. 
-Żartujesz sobie?
-Dzwoń!- ryknął. Ja serio nie wiem co mu jest. Rozumiem, że wczoraj wróciłam późno ale bez przesady... Wykręciłam jego numer. 
-Halo... Janek ja nie idę z tobą do szkoły, nie czekaj na mnie. Nie, nic się nie stało. Muszę kończyć, pa.- łamał mi się głos, Jaś wiedział, że coś jest nie tak. 
-Jesteś z siebie zadowolony?- rzuciłam telefon na łóżko i ze łzami w oczach poszłam do łazienki. Szybko się ubrałam i umyłam, po czym zbiegłam na dół. Kilkoma łykami wypiłam jogurt i zarzucając torbę na ramię poszłam do samochodu ojca. Weszłam bez słowa i zapięłam pas. Jechaliśmy chwilę w ciszy i gdy byliśmy już pod gmachem szkoły tata zablokował drzwi. 
-Nie rozmawiasz z nim, jasne?- zacisnęłam tylko usta. 
-Rozumiesz co do ciebie mówię?
-No.- warknęłam. 
-Nie no tylko tak. I nie tym tonem.- gdy tylko usłyszałam, że drzwi się odblokowały wybiegłam z auta. Pierwszą osobą, do której podeszłam był oczywiście Janek.
-Co się stało?- zapytał a ja wtuliłam się w jego ramiona.
-Mój ojciec jest okropny! Nie mogę z tobą chodzić do szkoły, nie mogę z tobą rozmawiać ani nic... Nie wiem co ja mam z nim zrobić, proszę pomóż mi...- przerwał mi dzwonek na pierwszą lekcję. Nie miałam zadania na historię i dostałam jedynkę, która spowodowała spadek mojej oceny rocznej na czwórkę. To podsunęło mi pewien pomysł. Mój ojciec chce być złośliwy? Chce widzieć we mnie złą, zdemoralizowaną córkę? Dobrze. Ale dam mu ku temu powody. Obniżę się jak tylko mogę, zacznę nie wracać do domu i robić inne nie fajnie rzeczy. Skoro tak bardzo chce żebym była zła to ok, będę. A najlepiej pomoże mi w tym Alicja, której mój tato z pewnością by nie polubił. Zaczepiłam przyjaciółkę od razu po lekcji i odeszłyśmy w bardziej ustronne miejsce. 
-Mów co jest.- zaczęła rzeczowo siadając pod ścianą. 
-Ale nie śmiej się. Bo było tak, że pokłóciłam się z tatą. Byłam z Jaśkiem na spacerze bo mnie przepraszał i wróciłam bardzo późno. Ojciec się wściekł i nie mogę się z nim spotykać. I chcę cię prosić żebyś mnie zdemoralizowała. Ale tak trochę żeby go poirytować.
-Co?- aż się zakrztusiła wodą. 
-Wiesz, że to głupie? Im bardziej się będziesz narażać tym będzie gorzej. Nie poprawisz tym swojej sytuacji. Lepiej się podlizuj a nie go denerwujesz. Tym bardziej ci nie będzie na nic pozwalał.- mówiła do mnie jak do debila.
-Ale myślisz, że moja zdemoralizowana wersja mnie będzie się przejmować tym co on mi mówi? Nie. I właśnie o to chodzi. Nie chcę zacząć ćpać czy coś. Ale jakieś takie rzeczy co wkurzają. 
-Sama wyczujesz jak to robić. Ale wiesz: jakieś łatwe do wykrycia kłamstwa, nie wróć na noc do domu, spóźniaj się wiecznie, obniż oceny i takie głupoty. Proste.- wzruszyła ramionami. 
-No dobra, spróbuję.- przetarłam twarz dłonią. Nie chcę tego robić ale on mnie tak zdenerwował, że muszę się zemścić. 
-Mówiłaś, że Jasiek cię przepraszał. Co nabroił?- zaśmiała się zmieniając temat. 
-No wiesz.... był ten dzień matki. I ja byłam u mamy, więc się zapłakałam jak głupia i on do mnie przyszedł. Gadaliśmy sobie, udało mu się mnie już uspokoić i w ogóle... A potem mi powiedział, że przesadzam z tym, że wszystko kończy się i zaczyna na śmierci mojej mamy. Przesadził z tym, serio. Wiesz, że mnie boli ten temat. I on też bardzo dobrze o tym wiedział.- mruknęłam cicho. Znów się zaczyna. 
-Nie obraź się. Ale przesadzasz. Grubo przesadzasz. Nie można nic mówić o rodzicach przy tobie. O nowotworach. To jest taki temat tabu, że o matko. Ogarnij się z tym. Chłopak ci powiedział prawdę w na prawdę bardzo delikatny sposób a ty się obrażasz. Znów. Nie widzisz tego? W ogóle. Jasiek najpierw latał za fochalską Olką a teraz lata za obrażalską Martyną. Nie sądzisz, że może go to wkurzać? Albo być mu przykro czy coś? Moim zdaniem powinnaś go przeprosić za to wszystko. Nie fochaj. Tylko to przemyśl. A ja spadam do toalety.- klepnęła mnie w kolano i odeszła. Zatkało mnie. Ona mnie nie... a może właśnie ma rację? Moje rozmyślania przerwał dzwonek na kolejną lekcję. Na fizyce siedziałam z Jasiem, więc ciągle myślałam o tym czy faktycznie powinnam go przeprosić. Może faktycznie go irytuję? Może ma dość moich fochów i przepraszania mnie za nic?
-Pogadasz ze mną na przerwie?- szepną chłopak lekko tykając mnie w łokieć. 
-Tak, jasne...- targnęły mną najgorsze przeczucia. 
-To dobrze. To nienajlepszy moment na to ale wiesz... Twój tata...- nie dokończył ale ja wiedziałam co chce powiedzieć "twój tata ma rację, koniec z nami" Przez resztę lekcji siedziałam jak na szpilkach myśląc co on chce mi powiedzieć.




♥♥♥
No to mamy rozdział 16! :D Wybaczcie, ze tak długo na niego czekaliście ale wczoraj nie miałam czasu. A w nocy jak pisałam to mi nie szło :( 
Ważne info: nie wiem jak z rozdziałami w poniedziałek, wtorek i środę bo jadę na wycieczkę szkolną :o Nie bijcie za to. :P
A w ogóle to ja podobał się rozdział? Co myślicie o zachowaniu ojca Martyny? Co myślicie o jej planie "zemsty" I wreszcie co Janek chce powiedzieć Martynie? Piszcie! :D 
Zapraszam na
aska Supi ask

Cieplutko pozdrawiam
Miśka

czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 15 Sezon II

"-Martyna, proszę. Porozmawiajmy. Czekaj, no.
-Po co?- fuknęłam. 
-Przepraszam.
-Sądzisz, że to coś zmieni?
-Mam nadzieję.- mrukną patrząc mi w oczy. Dobrze wiedział, że w głębi siebie chcę się pogodzić. Ale przesadził. 
-Możemy przestać się kłócić?- uniósł moją twarz gdy długo nie odpowiadałam. Możemy. Nie, nie możemy. Nie wiem..."


-Może.- odparłam wymijająco. Chłopak doskonale mnie rozszyfrował. Uśmiechnął się do siebie i powiedział
-Chodź. 
-Ale gdzie ty chcesz iść?- powiedziałam obrażonym tonem jednak wcale nie byłam zła. 
-Zobaczysz. Chodź.- popchnął mnie lekko do przodu.
-Ale jest już późno! Muszę być w domu i w ogóle...
-A czy twoi rodzice są w domu nawet gdy powinni już wrócić? No właśnie. Chodź. 
-Nie mogę.- mruknęłam. Jasiek chytrze się uśmiechnął i złapał moją dłoń.
-Jak mnie nie kochasz to mnie puść.- i co ja mam teraz zrobić?
-Ej! Nie ma tak-roześmiałam się. Jak dzieci z przedszkola, jak dzieci. Chcąc nie chcąc poszłam za chłopakiem, który mimo moich wcześniejszych oporów wytrwale ciągnął mnie za sobą. Po chwili poddałam się i poszłam za nim. Nie odezwę się pierwsza bo nadal jestem obrażona. Po kilku minutach Jaś przerwał ciszę
-Mogę zadać ci pytanie?
-Przecież właśnie to zrobiłeś. 
-No to dwa?
-Znów to zrobiłeś.- zachichotałam. 
-To to, które teraz zadam i jeszcze jedno?- usiłował mnie przegadać. 
-Właśnie to zrobiłeś.
-Kiedy?- jęknął.
-Teraz!- wybuchnęliśmy śmiechem. Chłopak chyba się zniechęcił bo zaniechał prób zadania pytania. Znaleźliśmy się na środku pola. Nic tu nie było, wschodziło tylko młodziutkie zborze. Chłopak usiadł na ziemi, więc ja nie mogąc puścić jego ręki też to zrobiłam. I wtedy to zobaczyłam. Z jednej strony nieba było już całkiem ciemno a z drugiej słońce malowało na niebie ostatnie pomarańczowo złote wzory. Było to doskonale widać przez pustkę, która otaczała nas ze wszystkich storn. Ja nie wiem jak on znajduje takie magiczne miejsca ale udało mu się mnie już dwa razy oczarować samym krajobrazem, który mam w planach namalować. 
-Pięknie.- wyrwało mi się. Było na prawdę zachwycająco. Z każdą chwilą ciemna strona stawała się co raz większa, gdzieniegdzie było widać bliskie ziemi gwiazdki. 
-Co nie? To mogę ci zadać to pytanie? Albo osiemnaście, tak na zapas.- uśmiechnął się do mnie. 
-Pytaj. 
-Możemy się już pogodzić?- zrobił minę, której nie powstydziłby się kot ze Shreka. 
-Nie wiem.- poczułam jak delikatnie mnie całuje. 
-A teraz?
-Chyba tak.- oblałam się rumieńcem. Nie cierpię mojej bladości zawsze widać gdy się czerwienię. 
-Serio przepraszam. Jestem głupi. Ale Martysia. Na serio nie musisz się martwić, że zabraknie ci kogoś kto będzie cie kochał bardziej niż wszystko: masz mnie. Praktycznie rok mi zajęło zbliżenie się do ciebie. Sądzisz, że tyle bym się o to starał gdyby mi nie zależało? Nie licząc epizodu z Olką bo byłem głupi. Ale już wtedy chciałem się z tobą zaprzyjaźnić.- nie odpowiadałam, więc chłopak kontynuował. 
-Pierwszy raz do mnie dotarło, że chciałbym czegoś więcej niż przyjaźni przed balem andrzejkowym. Próbowałem to wymazać z głowy bojąc się, że ty nic do mnie nie czujesz i wszystko się zniszczy. Ale Bogu dzięki mi się nie udało i mogę teraz siedzieć tu z tobą szantażując cię, że jak puścisz moją rękę to pomyślę, że mnie nie kochasz. Chociaż to bzdura bo wiem, że masz do mnie słabość!- roześmialiśmy się przez jego ostatnie zdanie. 
-Co za narcyz.- skwitowałam. Chłopak tylko fuknął dla żartu. 
-Serio tyle czasu...?- nie musiałam kończyć zdania. 
-Zafascynowałaś mnie już wcześniej. Włosami. Jak do mnie pomachałaś gdy się wprowadzaliśmy. Za dobrze to pamiętam, to chore. A potem jak tak strasznie się mnie bałaś, był pierwszy września. Pierwszą rzeczą, o której sobie pomyślałem jak na mnie spojrzałaś to to, że masz genialne oczy.- kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Nie jestem romantyczką, więc nie potrafię powiedzieć czegoś takiego. Speszona spuściłam wzrok. 
-Oduczę cie tego.- powiedział pewnie podnosząc moją brodę do góry. 
-Zobacz.- przekręcił moją twarz w lewo. Nie wiem jakim cudem zrobiło się ciemno i jakim cudem ja tego nie zauważyłam ale na niebie było widać gwiazdy. Prawdziwe, rozgwieżdżone niebo, to nie to co u nas pod miastem gdzie wszędzie świecą się lampy i  sztuczne światło gubi blask nieba. Niby nie daleko od domów bo szliśmy tu może dwadzieścia minut a różnica jest ogromna. 
-Zobacz. Tu masz gwiazdę polarną. Tu duży wóz. Albo wielka niedźwiedzica, jak kto woli. A tu mały.- pokazywał palcem punkty na niebie. 
-Jeszcze raz, wolniej.- przysunął się do mnie jeszcze bliżej i zaczął pokazywać wolną ręką. 
-Tu, tu i tu. Widzisz?- teraz widziałam. 
-No widzę. Nie wiedziałam, ze się na tym znasz.- zadziwiłam się. Nigdy o tym nie wspominał. 
-Bo się nie znam. Mój tata mi kiedyś pokazał, on się tym interesuje. Jak w sumie wieloma innymi rzeczami.
-Ale o feng-shui nie wspominał?- zachichotałam cicho opierając się o jego ramię. 
-Nie wspominał.- zaśmiał się przypominając sobie sytuację z pierwszej wizyty w nowym domu Florka. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Znów. Najlepsze jest to, że z nim nawet cisza jest ciekawa, lekka i całkowicie normalna a nie niezręczna jak praktycznie z każdym.
  Do domu wróciłam koło dwudziestej trzeciej trzydzieści. Próbowałam prześlizgnąć się cicho ale mi nie wyszło bo spotkałam tatę, który o dziwo już wrócił. 
-Czy to nie za późno na takie powroty?- mrukną w moją stronę. Był zły. 
-Ciebie mogę zapytać o to samo.- zaczęłam zdejmować buty.
-Różnica polega na tym, że mi się zdarzyło pierwszy raz a ty wracasz tak niemal codziennie.- prychnęłam rozgniewana. Nie wiem co mnie napadło. 
-Nie pozwalasz sobie na za dużo? Ja pracuję a ty się gdzieś szlajasz. 
-Pracujesz. No to fajnie, że pracujesz, cieszę się niewymownie.- już chciałam odejść ale zostałam zatrzymana. 
-Jestem twoim ojcem, nie rozmawiaj ze mną jak z kolegą.- nie krzyczał ale mocno się wściekł. 
-Ojcem, którego praktycznie nie mam! Nie ma cię ciągle w domu. Nie mam kiedy z tobą pogadać! Poradzić się o coś! Co z ciebie za tata skoro wszystko jest ważniejsze ode mnie? Wszystko. 
-Dzięki mnie masz się w co ubrać- skrzyżował ręce na piersiach. Jakby to wszystko tłumaczyło. 
-Mogę zarabiać sama na siebie, już niedługo pozbędziesz się takiego obciążenia finansowego jak ja! Jak myślisz dlaczego wracam późno? Nie mam zamiaru siedzieć sama w tym wielkim, pustym domu! Musisz dużo pracować żeby to wszystko utrzymać, tak? To to sprzedaj! Po co nam taki wielki dom skoro nas na niego nie stać? Zamieszkajmy w czymś mniejszym ale razem. A nie, że traktujesz dom jak hotel bo to jest chore!- machałam rękami. 
-Co to za krzyki?- na dół zeszła zaspana Olimpia. 
-Dopiero wróciła do domu.- tata jak obrażone dziecko pokazał na mnie palcem. 
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?- macocha przeszyła mnie wzrokiem. 
-Może to, że nie chcę siedzieć sama? Że chcę mieć siebie kogoś bliskiego?- syknęłam rozgniewana.
-A z kim byłaś?- ojcu podniósł się głos, niedobrze. 
-Najpierw u mamy potem z Jaśkiem.- nie ma sensu kłamać. 
-Ach... Będziesz latać po nocy za chłopakami? Otóż nie, nie będziesz. Marsz na górę, masz szlaban do odwołania. I nie spotykasz się już z tym chłopakiem.- przyjął władczą pozę gdy przekręcił kluczyk w drzwiach. 
-Dom bez klamek? Musze chodzić do szkoły. 
-No i do szkoły chodzić będziesz. A poza tym nic. Zwłaszcza z Jaśkiem.
-Chyba śnisz.- zaśmiałam się i pobiegłam na górę. Jak będę chciała to wyjdę przez okno. 




♥♥♥
No to mamy rozdział 15 :D Wybaczcie, że krótki ale był dla mnie trudny :x A poza tym biologia sama się nie nauczy. Wiecie jak to jest, poprawiane ocen na ostatnią chwilę. ;) Ale mam nadzieję, że mimo to rozdział się Wam podoba! :D Co myślicie o zachowaniu Martyny, ojca (i jego zakazie, czy Martyna go złamie?) i Jaśka. Czy dziewczyna nie przesadziła? Piszcie! :D
A tymczasem zapraszam na:
Aska: Supi ask :D

Cieplutko pozdrawiam
Miśka

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 14 Sezon II

"-Halo? Martyna? Wszystko okej?- usłyszałam głos Jasia w słuchawce.
-Ta-ak. Jest świe-eetnie.- mimo, że się starałam nie umiałam opanować łkania, które ciągle targało moim ciałem.
-Gdzie jesteś?- zapytał szybko.
-Zga-adnij.
-Jestem za piętnaście minut, nie ruszaj się stamtąd. Rozładuje mi się telefon za moment.- urwało połączenie."


Perspektywa Jasia

  Szybkim krokiem szedłem w stronę cmentarza. Wiedziałem, że tak to się skończy, wiedziałem. Od kilku dni Martysia była nieswoja, nie mogła się na niczym skupić. Zobaczyłem ją. Stała skulona i była jeszcze mniejsza niż zwykle, widać było tylko jej rude, długie loki. 
-Martynko...- podszedłem do dziewczyny, która przestraszyła się gdy dotknąłem jej ramienia. 
-O, jesteś już.- wytarła łzy i usiłowała się uśmiechnąć. Nie wyszło jej, więc po prostu ją przytuliłem.
-Powiedz mi. Dlaczego płaczesz?- po chwili pociągnąłem ją za ręce tak aby usiadła na murku okalającym cmentarz. 
-Brakuje mi jej. Mojej mamy w sensie. I ojca...
-Ale przecież twój tata z tobą mieszka i w ogóle- nie rozumiałem. 
-Mieszka. I co z tego? Lepszy kontakt mam z Emilką niż z ojcem. A ona mieszka w Warszawie. Wiesz. Można siedzieć obok siebie ale być w dwóch różnych światach. Niby się mnie pyta "co tam u mnie" ale jeśli byłby obok mnie to wiedziałby co u mnie. A w gruncie rzeczy to mam wrażenie, że wcale go nie obchodzę i pyta się mnie o to wszystko tak dla zasady, żeby nie było.- westchnęła uśmiechając się smutno. Ma świetne oczy gdy płacze. Mimo tego, że są zapuchnięte to przez łzy stają się jeszcze bardziej... nie umiem tego nazwać. Nie to, że lubię gdy płacze. 
-Pamiętam jak byłam mała. Mama nie miała wykrytego raka i wszystko było dobrze. Pamiętam, że byliśmy wtedy nad morzem. Było super. Byliśmy we trójkę na takich skałkach. Nie pamiętam gdzie to było. I jedliśmy pomarańcze. I cukierki z cukru. To najlepsza rzecz jaką jadłam z rodzicami. I pamiętam, że słuchaliśmy obcojęzycznego radia i śmialiśmy się z różnych słów. Fajnie było. A potem poszliśmy do takiego małego miasteczka. I wygrałam tatuaż z automatu, który robiłam mamie na biodrze. W tym samym miejscy ja mam swój tatuaż. To były najlepsze wakacje jakie pamiętam. I ostatnie wspólne. A ty pamiętasz coś takiego z dzieciństwa?- chciała zmienić temat. Czy pamiętam coś takiego? Jasne, że tak. 
-Byliśmy wtedy na działce. Mieliśmy wtedy działkę bo mieszkaliśmy w mieście. A moi dwaj bracia byli ode mnie starsi, więc zawsze namawiali mnie do głupich rzeczy. Pamiętam, że wysmarowali mnie lodami i moi rodzice bardzo się ze mnie śmiali. A potem ganiali mnie ze zraszaczem żeby mnie umyć bo się lepiłem ale ja nie chciałem.- zaśmiała się cicho. Przynajmniej humor jej się poprawił. Albo udawała, choć wątpię. 
-Zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Ale mama nie zdążyła...- dlaczego wszystko sprowadza się do śmierci jej mamy? Ja rozumiem, że to przełomowy moment w jej życiu ale bez przesady. Minęło tyle lat. 
-Czemu zawsze wszystko kończy się albo zaczyna od śmierci twojej mamy? Martysiu nie przesadzasz?- popełniłem duży błąd. 
-Czy nie przesadzam? A ty jakbyś stracił najważniejszą osobę w swoim życiu to jak byś się czuł? Osobę, która cię urodziła! Ja wiem, że ty masz super życie fajnego chłopaka, któremu zawsze wszystko się udaje. Ma rodziców, braci, laski się do niego lepią. Ale nie wszyscy mają tak fajnie jak ty.- odwróciła się ode mnie. 
-Ale nie nakręcaj się. Przecież...- próbowałem ratować sytuację. 
-Nie zrozumiesz mnie. Za łatwo ci wszystko przychodziło. Nie wiesz jak to jest nie mieć mamy. Tracić ojca. Nie wiesz. Masz całą, kochającą rodzinę.- wstała i zaczęła odchodzić. Podszedłem do niej ale gestem pokazała mi, że mam dać sobie spokój. Próbowałem ją złapać i przeprosić ale nie dała mi się wytłumaczyć. Usiadłem na krawężniku łapiąc się za włosy. Jestem cholernym idiotą. 

Perspektywa Martyny

Szłam w stronę swojego domu wciąż płacząc. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Przynajmniej za mną nie szedł, udało mi się odbiec. Nie wiem, nie rozumiem dlaczego tak powiedział. Dobrze wie, że nie cierpię tego tematu. A jeszcze... 
-Martyna!- nie odwróciłam się. Jeśli to on, jeśli nie dał mi spokoju...
-Martyna! Czekaj.- to Liwia. Wymalowałam na mojej twarzy uśmiech i odwróciłam się w stronę przyjaciółki. 
-Co ty tu robisz? Co się stało?- zaniepokoiła się. Aż tak widać, że płakałam?
-Nic. Co TY tu robisz?- nigdy jej nie widziałam na tej drodze. 
-Wracam z autobusu, zepsuł mi się samochód. Może wpadniesz do mnie na chwilkę? Opowiesz mi co się stało. Zgodziłam się i ruszyłyśmy w stronę jej mieszkania. Pachniało w nim bardzo słodko, pewnie Liwia znów kupiła jakieś nowe świeczki. Zrobiła nam po kubku malinowej herbaty o zadziwiająco różowym kolorze i zmusiła mnie do opowiedzenia co się stało. Próbowała tłumaczyć Jaśka, ze jest chłopakiem i, że się nie domyślił. On to wie, więc nie musi się niczego domyślać. Chciałam szybko zmienić temat, więc zapytałam:
-A jak u ciebie? Czemu zepsuł ci się samochód? Jak teraz będziesz jeździć z Alicją?
-Nie wiem co mu jest. Starość nie radość. A Alicja musi sobie jakoś poradzić, jest już duża.- zachichotała.
-Jak wy w ogóle się dogadujecie? Różnica wieku, różnica charakterów, różnica w stylu, we wszystkim po prostu. Jesteście swoimi dokładnymi przeciwnościami. 
-Przeciwieństwa się przyciągają.- puściła do mnie oczko. 
-A tak serio to mamy więcej wspólnego niż wam wszystkim się wydaje. Wspólna przeszłość. Jesteśmy do siebie strasznie podobne tylko każda z nas znalazła inny sposób na siebie.
-Ty jesteś tą kolorową połówką a ona tą ciemną?- ciekawy podział ról. Ciekawe co by było jakby któraś z nich była jedynaczką. Uśmiechnęłam się do własnych myśli. 
-Coś w tym stylu. Najlepsze są reakcje ludzi gdy mówię, że to moja siostra. Bo z jej znajomych wszyscy mnie znają a jak już ma kogoś nowego to na ogół są to osoby tak ekscentryczne, że nie dziwi je mój wygląd. Wyjątkiem jesteś ty. W sumie. Chyba, że swoje zdziwienie taktownie ukryłaś. 
-Ukryłam.
-Całe życie w kłamstwieee!- roześmiałyśmy się. Strasznie lubię Liwię. Alicję też ale z Liwią mam mniejszy kontakt przez to, że ona pracuje, ja chodzę do szkoły i inne takie głupoty. Po dwudziestej musiałam wracać do domu by Olimpia się nie martwiła, taty nie było w domu. Liwia chciała mnie odprowadzić ale nie przyjęłam propozycji, nie było sensu bo nie mam daleko. W drodze powrotnej sprawdziłam telefon. Janek dzwonił osiem razy, coś tam napisał a poza tym to nikt się o mnie nie upominał. Mogłam jeszcze posiedzieć u przyjaciółki. Trudno. Zaczęłam czytać SMS od Jaśka "Przepraszam, jestem głupi. Odbierz, proszę." i pozostałe dwa w tym klimacie tylko dłuższe. Nawet nie słyszałam, że dzwonił. Dziś przesadził, na prawdę. Pewnych rzeczy się nie mówi. To kwestia kultury i taktu, którego jemu najwyraźniej brakuje. Po moim policzku spłynęła łza. Jestem głupia, po co ciągle ryczę? Dochodziłam już do bramki gdy nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odskoczyłam przerażona z krzykiem. 
-Nie bój się.- to zgarbiona sylwetka Jaśka. Odwróciłam się na pięcie przyspieszając kroku by dojść do bramki. Nie dość, że przesadził to jeszcze teraz mnie straszy. Zaczaił się tu i czekał na sto procent. 
-Martyna, proszę. Porozmawiajmy. Czekaj, no.
-Po co?- fuknęłam. 
-Przepraszam.
-Sądzisz, że to coś zmieni?
-Mam nadzieję.- mrukną patrząc mi w oczy. Dobrze wiedział, że w głębi siebie chcę się pogodzić. Ale przesadził. 
-Możemy przestać się kłócić?- uniósł moją twarz gdy długo nie odpowiadałam. Możemy. Nie, nie możemy. Nie wiem...




♥♥♥
No to jest 14 rozdział. Jak Wam się podoba? Czy też myślicie, że Janek przesadził? I czy Martyna zgodzi się by juz się nie kłócili? Piszcie 8) 
Nie wiem co więcej pisać. :P
Zapraszam na:
Aska: Supi ask
Grupę: Supi grupa

Cieplutko pozdrawiam
Miśka

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 13 Sezon II

  Majowe dni zlatywały dość szybko. Czasem padał deszcz, zwykle świeciło słońce, często wiał wiatr. Zrobiło się całkiem zielono, zewsząd słychać było ćwierkające ptaki. Pachniało bzem i grillami urządzanymi przez sąsiadów. Wszyscy gorączkowo poprawiali oceny, jednak ja uważam, że jeśli wychodzi mi na koniec na przykład czwórka to zasługuję tylko na tą czwórkę i nie ma sensu wyciągać tej oceny. Liczy się to co ma się w głowie a nie jakaś cyferka na papierku. Tym sposobem od kilku lat unikałam gorączkowego robienia projektów i pisania kartkówek na ostatnią chwilę, to bez sensu... Wyciąganie ocen ma jakiś sens tylko w ostatniej klasie bo od tego jak wypadnie się na koniec roku zależy czy dostanie się do tej szkoły, do której chce się iść. Nie lubię końcówek roku pod tym względem. Wiecznie słyszę, że olewam przedmiot i naukę bo nie wyciągam ocen. Nie prawda. Uczę się przez cały rok tak samo i to powinno wystarczyć. Niestety nie wszyscy wyznają tą zasadę, więc Janek, Alicja i Emilka mieli dla mnie nieco mniej czasu. Wykorzystywałam go twórczo: moje ściany pokryły nowe rysunki, na podłodze powstały nowe plamki farb. I tak spokojnie mijały dni. Aż nadszedł najbardziej znienawidzony tydzień roku: tydzień, w którym jest dwudziesty szósty maja. (to dzień matki) Od jakiś dwóch tygodni wszędzie atakowały mnie reklamy związane z tym świętem. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że nie mam go z kim świętować. Jest dopiero dwudziesty czwarty maja a ja już mam dość. Na prawdę boli mnie fakt, że na dzień mamy nie mam mamy. Gdy na lekcji plastyki mieliśmy składać tulipany z origami dla naszych rodzicielek przeprosiłam i wyszłam. Po lekcji znalazł mnie Janek. -Co się stało, że wyszłaś? Mam twoją torbę.- wskazał głową na ramię, na którym miał przewieszony mój plecak.
-Nic. I dzięki.- uśmiechnęłam się blado robiąc chłopakowi miejsce obok siebie.
-Jak coś to nie wpisał ci nieobecności. I mów co jest. Przecież widzę, że coś nie gra. Poza tym nie wyszłabyś tak po prostu z lekcji plastyki.
-Robiliście tulipany dla swoich mam.- potarłam dłonią twarz, Janek zrobił pytającą minę.
-Nie mam komu ich dać, więc po co mam siedzieć na lekcji?- starałam się być obojętna. Nie lubię tego tematu, nie chcę do drążyć. I Janek bardzo dobrze o tym wie, więc nie kontynuował. Siedzieliśmy obok siebie w ciszy gdy nagle podeszła do nas Ewa. To jedna z dziewczyn chodzących z nami do klasy, bardzo rozwrzeszczana.
-Pijawka cię do siebie prosi, miałam cię zawołać, więc wołam.- uśmiechnęła się i szybko odeszła w stronę koleżanek. Zaskoczona wstałam ale powstrzymał mnie Jaś.
-Coś zrobiłaś?- zmartwił się.
-Właśnie nie, nie wiem o co chodzi...- zrobiłam wielkie oczy i ruszyłam w stronę gabinetu pani pedagog. Weszłam na drugie piętro, przeszłam przez przeszłam przez długi korytarz i cichutko zastukałam do drzwi. Nieco onieśmielona weszłam do gabinetu. Jestem tu dość często przez swoje nieobecności ale tym razem nie wiedziałam o co chodzi.
-Znalazła cię? To dobrze. Siadaj.- zmartwiona wskazała mi miejsce. Nigdy nie jest zmartwiona, zawsze tylko czepia się o nieusprawiedliwione godziny. Ale to moja wina. Bez słowa usiadłam na krześle, kobieta nie spuszczała ze mnie wzroku.
-Co się stało na plastyce?- wbiła wzrok w moje oczy, poczułam się niezręcznie.
-Pan Sawicki wszystko mi już powiedział.- przez chwilę myślałam kim jest pan Sawicki. Tak długo używamy ksywki Geniusz, że mało kto zna jego prawdziwe nazwisko. Ciekawe czy on o tym wie i jeśli wie to czy mu to przeszkadza...?
-Dlaczego mi odpowiadasz? Jesteś bardzo zamknięta w sobie..- głos pijawki wyrwał mnie z zamyślenia, kompletnie jej nie słuchałam.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Czy mogłaby pani powtórzyć?
-Co sprawiło, że się zamyśliłaś?- zaniepokoiła się. Parsknęłam śmiechem. Przecież nie powiem, że ksywka pana Sawickiego bo będzie to źle brzmiało.
-Dobrze się czujesz?- czy czuję się dobrze? Nie. Jest mi smutno i źle. Nie mam mamy.
-Jest w porządku, dlaczego pani pyta?- od dalszej części tej bezsensownej konwersacji uratował mnie dzwonek. Podziękowałam za rozmowę i szybko ewakuowałam się z gabinetu Pijawki. Nie chcąc narażać się na rozmowę z wychowawcą, z którym miałam kolejną lekcję zwolniłam się z powodu bólu brzucha.

Dwa dni później, 26 maja

  Wolnym krokiem szłam w stronę kwiaciarni. Kupiłam ładny, żółty tulipan z jakimiś takimi czerwonymi wstawkami. I czerwoną różę, tak dla tradycji. Wolnym krokiem szłam w stronę cmentarza. Dlaczego nie pada deszcz? Byłoby mi znacznie lepiej. Nie dość, że jest gorąco to jeszcze bardzo słonecznie i zbyt radośnie. Skulona szłam tą samą dróżką co zawsze, sprawnie przeszłam między kilkoma nagrobkami i stanęłam przed tym, którego szukałam.
-Hej mamo.- szepnęłam dotykając zimnego nagrobka i pozwalając na spłynięcie pierwszych łez. Położyłam oba kwiatki na środku kamiennej płyty.
-Wszystkiego najlepszego. Wiesz, masz dziś święto, co nie.- usiadłam przed grobem i zaczęłam mówić, nie wiem czemu.
-Nie wiem czego mam ci życzyć. Tam gdzie jesteś jest ci dobrze. Ale tęsknię za tobą. Wiesz o tym, widzisz mnie. Prawda? Dlaczego nie możesz mi odpowiedzieć?- skuliłam się płacząc. Po chwili spojrzałam na niebo. Czy moja mama chciałaby abym płakała? Myślę, że nie.
-Brakuje mi ciebie. Ale wiesz co? Znalazłam sobie kogoś. W końcu. To Janek. Wiesz o tym, widzisz mnie zawsze i wiesz jak to wygląda. Ale chcę ci się pochwalić. Jak córka mamie. Wiesz o co mi chodzi? On jest fajny. Ale to też wiesz.- zarumieniłam się gdy wspominałam o Janku. Głupio mówi się mamie o swoich uczuciach. Nawet jeśli ona nie żyje. Kolejne łzy spłynęły po moim policzku.
-Chciałabym cię mieć jak normalna dziewczyna. Móc powymieniać się ciuchami. Pogadać o chłopakach, ponarzekać na tatę. On nie ma dla mnie czasu. Ciągle nie ma go w domu. Nawet nie zadzwoni. Mimo tego, że jestem już prawie dorosła brakuje mi go. Tak na prawdę nie mam żadnego z rodziców... Tata pracuje a ty... Ciebie nie ma w ogóle.- spazmatyczny szloch wstrząsnął moim ciałem. Nie potrafię tego opanować, tak strasznie mi jej brakuje. Dlaczego nie mogę mieć mamy? Nie mam nawet ojca, nie obchodzę go.
-Wróć do mnie, proszę. Wróć. Chciałabym żeby ktoś się mną opiekował tak jak ty. Dlaczego nikogo nie obchodzę, co? Czemu nie jestem dla kogoś wszystkim? Czemu nikt nie powie mi tak jak ty napisałaś mi w zeszycie. Czemu no czemu?- to żałosne, że buntuję się przeciwko śmierci. Ona ma władzę i wszystko sprowadza się do niej. Nie mogę jej cofnąć. Brzegiem koszulki otarłam łzy z policzków, nie miałam chusteczek.
-Wybacz, że się tak rozkleiłam. W sumie robię to za każdym razem jak tu przychodzę.- zaśmiałam się cicho wciąż dławiąc się płaczem.
-Mamo proszę. Daj mi jakoś znać, że ze mną jesteś. Wiesz, że boję się duchów. Ale jeśli będziesz to ty to wchodzę w to obiema nogami.- bez cienia nadziei rozejrzałam się w okół siebie.
-Nie liczę się dla ciebie? Ok.- upadłam na ławeczkę przed nagrobkiem. Przecież nie mogę prosić mojej mamy o coś takiego. Nie ma jak spełnić mojego marzenia. Nie wróci tu. Nie wygra ze śmiercią. Mimo to chciałbym być dla kogoś ważna. Poczułam wibrację w telefonie. Pisze Janek. "Jak się czujesz Loczek??" Martwi się o mnie, jest kochany. Mimowolnie uśmiechnęłam się do telefonu. I wtedy mnie olśniło.
-To od ciebie. Nie wiadomość. Ale Janek. Pomaga mi, jest przy mnie i zastępuje mi ciebie.- mocniej ścisnęłam telefon w ręce wiedząc, że to nie prawda. Ale muszę się czymś pocieszyć, więc chwyciłam się tej myśli jak tonący brzytwy.
-I tak mi ciebie brakuje. Tęsknię za tobą. Ale nie mogę płakać. Jestem głupia, wiesz? mam tyle ludzi w okół siebie. Janek, Emi, Florek, Alicja, Liwia. Nawet Ari czy Kiślu stanęli by obok mnie gdyby zaszła taka potrzeba.- nabrałam więcej powietrza do płuc prostując się. Popatrzyłam się na niebo, chmurkę, która w między czasie przyfrunęła i grób mamy. Znów zaniosłam się płaczem. Płakałam. Brakuje mi jej, nie oszukam się. Gdy usłyszałam dźwięk dzwonka w telefonie dochodziła dziewiętnasta. Siedzę tu już cztery godziny.
-Halo? Martyna? Wszystko okej?- usłyszałam głos Jasia w słuchawce.
-Ta-ak. Jest świe-eetnie.- mimo, że się starałam nie umiałam opanować łkania, które ciagle targało moim ciałem.
-Gdzie jesteś?- zapytał szybko.
-Zga-adnij.
-Jestem za piętnaście minut, nie ruszaj się stamtąd. Rozładuje mi się telefon za moment.- urwało połączenie.




♥♥♥
No to mamy rozdział! Podzielony na dwie połówki i takie tam :P Spóźniony przez małą "dramę", której temat uważam za zamknięty. Jak Wam się podobał rozdział? Wiem, że końcówka smutna i chaotyczna ale taka miała być. Nie wiem co myślicie dlatego piszcie! Proszę! :D
Zapraszam na:
Aska Ask :D
Grupę Grupa! :D

Cieplutko pozdrawiam
Miśka

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 12 Sezon II

"-Wiesz co Jaś?- spojrzała mi w oczy.
-Hm?
-Kocham cię, serio.- kolejna rzecz, której się nie spodziewałem. W moja twarz uderzyła fala gorąca.
-Ja ciebie też.- odpowiedziałem zdając sobie sprawę z wagi tych słów i z obietnicą, którą wypowiadam razem z nimi."



Perspektywa Martyny

  W końcu odważyłam się mu powiedzieć co tak na prawdę do niego czuję. Mimo tego, że od dawna to wiedział bardzo się bałam jego reakcji. Na szczęście zareagował... pozytywnie. Wróciliśmy potem do domu, idąc nic nie mówiliśmy. Nie musieliśmy nic mówić bo wszystko zostało już powiedziane. Teraz wystarczy "tylko" się tego trzymać i jakoś to udowodnić. Teoretycznie jest to proste- praktycznie niekoniecznie.
  Gdy wróciłam do domu zobaczyłam, że czekał na mnie SMS. Od Florka "Zobaczmy się jutro? Mam do ciebie sprawę :)" nieco zdziwiona odpisałam "Jasne! Ale mogłabym być z przyjaciółką??" byłam umówiona z Alicją. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko spotkaniu się z Florkiem. Po chwili chłopak odpisał: "Jasne. Przyjadę po was do Ciebie około 16" Mi obojętnie o której po nas wpadnie. Ale nie powiem, cieszę się bardzo, że w końcu się z nim zobaczę i pogadamy. Wątpię, że stało się coś poważnego bo wtedy na pewno dzwoniłby tak długo aż bym odebrała. Wyjątkowo szczęśliwa poszłam się wykąpać, zjeść coś i standardowo zadzwonić do Janka. Okazało się, że Florek pisał również do niego co tylko wzmogło naszą ciekawość.
  Dzień w szkole zleciał wyjątkowo szybko, Ala nie miała nic przeciwko poznania Florka. Równo o szesnastej sportowy samochód Floriana podjechał między moją bramkę a bramkę Jaśka. 
-Hej Florek!- zawołałam wesoło gdy zobaczyłam przyjaciela.
-Cześć rudzielcu, dawno cię nie widziałem!- zaśmiał się. Uścisnęliśmy się lekko i po przyjacielsku. Uśmiech chłopaka zbladł gdy zobaczył osobę stojącą za mną.
-Alicja...- patrzył się na nią jak sroka w kość. 
-Jeszcze żyję, ta. A ty?- westchnęła. 
-Ja też. Cholera. Ciebie jeszcze dłużej nie widziałem.- potarł dłonią czoło. 
-Ile to było? Pięć lat chyba, co nie?- liczyła na palcach. 
-Gdzieś tak będzie. Byłem pewien, że...- nigdy nie widziałam go tak zdziwionego. Nigdy. Oni wcześniej się znali. Jak mogłam na to nie wpaść? Florek też kiedyś ćpał, jak sam mówił był w nie fajnym towarzystwie, które samo na siebie ściągało problemy. Alicja też żyje w czymś takim. 
-Że albo się zaćpałam, albo zabiłam albo ktoś zrobił to za mnie? Nie, ja jestem twarda sztuka.- ona też była maksymalnie zdziwiona jednak jak zawsze prawnie maskowała jakiekolwiek emocje. 
-Nic się nie zmieniłaś, serio. Nadal tak samo bezpośrednia. Wredna pewnie też. I wciąż ubierasz się tylko na czarno.- zaśmiał się lekko. Znali się wcześniej i to bardzo dobrze. Spojrzeliśmy z Jankiem po sobie, chyba o nas zapomnieli. 
-Przestanę się ubierać na czarno jak wymyślą ciemniejszy kolor. Za to ty wyszedłeś na prostą, co nie? Dawno o tobie nie słyszałam, wiec chyba tak. Poza tym, że Martyna mi o tobie wspominała.- popatrzyli się na mnie. 
-Ej. Właśnie. Czy możecie przybliżyć mi sytuację, która zaistniała. Bo jak na razie mogę się tylko domyślać o co chodzi!- machnęłam rękami lekko zirytowana. 
-Znaliśmy się kiedyś. Dość... dobrze, że tak powiem. Ona miała trzynaście lat, ja miałem szesnaście. Mniej więcej. I się teraz spotkaliśmy w miejscu, w którym byłem pewien, że nigdy nikogo z was nie spotkam. Dobrze, że to ty a nie ktoś inny. 
-Ale czemu nie mógłby być to ktoś inny?- drążyłam temat.
-Bo Ala była jedną z nielicznych, z którymi się lubiłem jak zacząłem się wyplątywać z tamtego towarzystwa. Zajęło mi to chyba dwa lata a i tak niektóre sprawy się jeszcze za mną ciągną. Sami z resztą wiecie.- pod koniec westchnął ciężko. 
-No dobra. A tak właściwie to po co ci jesteśmy potrzebni?- ciszę przerwał Janek. 
-Ach...- Florek niemal rozpromienił się słysząc to pytanie.
-Chodźcie. Do samochodu w senie.- weszliśmy wszyscy do auta chłopaka. Gdy włączyła się muzyka klasyczna Alicja parsknęła śmiechem.
-No tego to się po tobie nie spodziewała.- wychrypiała. 
-Tańczę w balecie, wiec wiesz.- na ułamek sekundy odwrócił się do tyłu aby zobaczyć reakcję dziewczyny, która niemal się opluła.
-O BOŻE. Żartujesz sobie?
-Nie, czemu? Dlaczego wy wszyscy tak na to reagujecie?- zaśmiał się do siebie.
-No facet, który ubiera się na czarno i chodzi w glanach nawet latem raczej nie pasuje do różowej, sterczącej spódniczki.- machnęła do góry rękami. 
-Ale przecież ja nie tańczę w spódniczce!- obruszył się. Kłócili się tak aż dojechaliśmy pod ładny, nowy blok. Florek z tajemniczą miną sięgnął po klucze. Bez słowa poszliśmy za chłopakiem, który zaprowadził nas na trzecie piętro i otworzył przed nami drzwi z numerkiem dziewiątym. Weszliśmy do nowiutkiego, słonecznego mieszkania. Ściany były jeszcze całkiem białe, zrobiona była tylko podłoga i łazienka, w której i tak brakowało kilku sprzętów. 
-Tu potrzebuję waszej pomocy. Kupiłem to mieszkanie w tajemnicy przed Emilką, więc nic jej nie mówcie. Wiecie, że ma się do mnie przeprowadzić a ja chcę żeby była szczęśliwa i nie musiała mieszkać ze mną na tym brzydkim, brudnym blokowisku, na którym mieszkałem dotychczas. Kupiłem to mieszkanko. Ale wymaga ono pomalowania i urządzenia. I chciałem się was zapytać czy nie pomoglibyście mi z malowaniem i ustawianiem mebli. Nie ma nacisku czasowego bo mamy czas aż do pierwszego lipca czyli przyjazdu Emki. Jak nie chcecie to nie, zrobię to sam. Ale  byłoby mi raźniej gdybyście mi pomogli. A ty Martyna ładnie rysujesz, więc pomyślałem, że może byś coś na ścianach wiesz...- uśmiechnął się do nas i popatrzył na surowe ale ładnie mieszkanie. Byłam w szoku. Nie sądziłam, że zrobi coś takiego tylko dla Emki. 
-Pewnie, że ci pomogę!- wykrzyknęłam radośnie, echo rozniosło się po pustych ścianach.
-Ja też.- Jasiek klepnął kumpla w plecy. 
-Może też się na coś przydam?- dołączyła się Ala. 
-Nie musisz jeśli nie chcesz albo nie masz czasu. Jejku, tak bardzo wam dziękuję.- uśmiechnął się do nas promiennie.
-A tak w ogóle to jak chcesz to pomalować?- zapytał Jaś. 
-No tego jeszcze nie wiem.- roześmiał się. 
-Ale chcę by był niebieski bo Emilka lubi niebieski.- rozejrzeliśmy się
-No to jak niebieski to może być na pewno biały. Pasowałby też szary, zielony, granatowy.- wyliczałam. Kolory to coś o czym mogę pogadać.
-No już, spokojnie, nie rozpędzaj się. To ty będziesz naszym zarządcą od feng-shui. 
-No dobra.- roześmiałam się. 
-Feng czego?- Janek tylko bardziej mnie rozśmieszył. 
-Nie ważne, nie wnikaj- nadal się śmiałam.
-Dobra, oddychaj Martyna. Napijecie się kawy? Jedyną rzeczą którą tu mam jest czajnik i puszka kawy. Po wodę chodzę do sąsiadki.- roześmiał się. 
-Dobra. Chyba będziemy twoimi pierwszymi gośćmi?- Janek rozsiadł się w kącie pokoju. 
-Będziecie. To czekajcie chwilkę.- chłopak chwycił czajnik i wyszedł z mieszkania. Usiadłam obok Janka, Ala przykucnęła naprzeciwko nas. Uśmiechnęła się do mnie wymownie gdy Jasiek patrzył za okno, odpowiedziałam jej lekkim kiwnięciem głowy na co ona zareagowała entuzjastycznym klaśnięciem w ręce. 
-Dobra. Zaraz się zagotuje.- powiedział Florian podłączając czajnik do kontaktu. 
-Ej. A masz na tyle kubków?- Alicja trafiła w sedno.
-O kurde. Faktycznie, nie pomyślałem o tym. To chodźcie pójdziemy kupić kubki. Za rogiem akurat jest taki sklepik z różnymi głupotami, na milion procent będą tam kubki. 
-To będzie nasz wkład w nowy dom.- zaśmaliśmy się wstając z ziemi i otrzepując spodnie z kurzu. Wyszliśmy z mieszkania, które Florek starannie zamknął i udaliśmy się do sklepu "za rogiem" dosłownie tak się nazywał. Wchodząc usłyszeliśmy dźwięk dzwoneczków zawieszonych nad drzwiami. Od razu rzuciła nam się w oczy półka z przeróżnymi kubkami. Ja wybrałam biały kubeczek z chabrami Alicja z napisem "Jestem głupia ale śliczna" Florkowi do gustu przypadł niebieski kubek z napisem "kończ kawę i do roboty" a Jasiek oczywiście wybrał coś najdziwniejszego: kubek z krową, która tańczy z żółwiem. 
-Co to ma być?- roześmialiśmy się widząc wybór chłopaka. 
-Jest piękny, wy się nie znacie!- jęknął chowając kubek do reklamówki. Wróciliśmy do domu gdzie czekała na nas zimna woda, więc musieliśmy ją ponownie zagotować. Wypiliśmy niesłodzoną kawę (Florek nie posiadał takich rarytasów jak cukier) i umawiając się wstępnie na wybieranie kolorów wróciliśmy autobusem do domu. 

♥♥♥
No to jest 12 rozdział :D Spóźniony bo nie chciało mi się go pisać z początku XD Ale mam nadzieję, że się Wam podoba :D Nadruki na kubkach nie zostały wymyślone przeze mnie, więc nie pytajcie czemu takie 8) 
Zapraszam na:

Cieplutko pozdrawiam
Miśka